sobota, 1 lipca 2017

Problem z uchodźcami

   Problem z uchodźcami trwa nie od dziś. Na bieżąco obserwuję rozwój sytuacji na świecie pod tym kontem. I niepokoi mnie polityka unijnych mocarstw, zwłaszcza Niemiec i Francji. Niekontrolowany napływ migrantów do tych państw, moim zdaniem, stanowi realne zagrożenie dla obywateli naszej europejskiej kultury. Szerzej w tej kwestii rozpisałem się w artykule pt.: Nowy Rodzaj Wojny http://questioo.blogspot.com/2016/02/nowy-rodzaj-wojny.html . Prawdę mówiąc miałem już nie pisać o tym problemie, bo mógłbym być posądzony o mowę nienawiści, ale czarę goryczy przelał incydent na drodze w Calais we Francji rok temu. I choć było ich wiele, a każdy z nich smutny i przykry, to chciałbym się skupić na węgierskim kierowcy ciężarówki. Otóż rok temu kierowca ciężarówki toczył się powoli w kierunku Calais po zatłoczonej autostradzie. W tym miejscu samochody jadą bardzo powoli a wzdłuż pobocza krążą emigranci, którzy starają się za wszelką cenę dotrzeć choćby do Dover w Anglii. Czepiają się tirów, rozdzierają plandeki, atakują kierowców. Czasami zdemolują jakieś auto albo pobiją podróżnych. Z rzadka się zdarza, że kogoś zabiją. Ustawiają barykady z czegokolwiek albo sami się podkładają pod koła, tylko po to żeby zatrzymać pojazd. Węgierski kierowca nie wytrzymał nerwowo, gdy jego ciężarówkę dewastowano i mimo ślimaczego tempa jazdy zmieniał pas jadąc zygzakiem pomiędzy drogą i poboczem. Chciał w ten sposób odstraszyć napastników i utrudnić im opanowanie naczepy tira. Trudno tu mówić o chęci przejechania kogokolwiek. Mimo tego grożą mu 3 lata więzienia za spowodowanie zagrożenia drogowego. Totalny absurd. Każdy z nas ze strachu przed abordażem naszego pojazdu starałby się jakoś wybronić. Wyobraźmy sobie, że jedziemy w Polsce jedną z autostrad i na odcinku parudziesięciu kilometrów idzie pielgrzymka ludzi rzucających w naszą stronę kamienie i starających się dostać do naszego pojazdu. Taka sytuacja trwa to już od roku i nie widać interwencji policji a władze zamiast interweniować rozstawia pielgrzymce prysznice i toalety wzdłuż drogi. W Polsce taki proceder na pewno nie trwałby długo, ale w poprawnej politycznie Francji winni są kierowcy, bo wobec nich da się egzekwować prawo. A więc dlaczego nie da się utrzymać kontroli drogowej na określonym odcinku Francuskiej drogi? Dlaczego nie można utrzymać kontroli we Francji? Dlaczego nie można utrzymać kontroli nad uchodźcami w Niemczech? Bo jest ich zbyt wielu, a to wymagałoby użycia wojska. Ale uruchomienie wojska wiąże się z wprowadzeniem procedur, które mówiąc językiem poprawności politycznej, ograniczyłyby pewne swobody obywateli. A to z kolei spowodowałoby przyznanie się danego państwa do problemów z obsługą gości. Jak wiemy głównie Francja i Niemcy domagają się od innych państw unii, a w szczególności od grupy V4 przyjęcia uchodźców. Do puki to nie nastąpi nie może być mowy o jakimkolwiek problemie. A skoro to nie problem to, dlaczego niektóre państwa unii nie chcą solidarnie dostąpić zaszczytu ubogacenia kulturowego? Bo widzą, co się dzieje we Francji, Niemczech i Szwecji. Państwa te od paru lat borykają się z zalewającą falą przybyszów z Afryki. Nie opracowano do tej pory żadnej skutecznej procedury selekcji emigrantów i uchodźców ekonomicznych. Nie wiadomo, kto jest, kim, skąd przybywa i jakie ma zamiary. W zachodniej Europie tych, co się da, osiedla się w gettach lub obozach, reszta porusza się swobodnie … w granicach strefy Schengen.  Część gości żyje z ufundowanego przez gospodarzy socjalu a druga część już stara się o zasiłek. Ale jak widać unijny aparat poprawności politycznej poprzez media funduje nam propagandę polskiej ksenofobiczno – homogenicznej nietolerancyjności. Zdejmując okulary lewicowej poprawności politycznej lepiej doświadczyć niesprawiedliwych sankcji w postaci pomniejszenia funduszy unijnych niż przeznaczać je do utrzymywania emigrantów na własnym terenie. Nie wspomnę tu o środkach na utrzymanie porządku oraz walki z terroryzmem. Ale kapitałowo niemieckie media nie próżnują. Za pośrednictwem swoich mediów takich jak fakt, newsweek, onet (link do listy: http://pikio.pl/niemieckie-media-w-polsce-lista/) manipulują faktami w taki sposób aby to Polska była na celowniku. Strategia jest prosta, odwrócenie uwagi w celu zyskania na czasie i obwinianie innych za własne problemy. Ostatnio medialne odwrócenie uwagi skupia się na polskiej konstytucji, problemie polsko – żydowskim, holokauście, parawaningu i kotlecie schabowym. Tak jak było by to teraz największym zmartwieniem. O problemie związanymi z incydentami terrorystycznymi owe media mówią delikatnie i ulotnie. I właśnie, dlatego są to incydenty. A co to jest incydent? Zgodnie z definicją słownika polskiego PWN incydent to: „nieprzyjemne wydarzenie” lub „wydarzenie mało ważne”. Incydentalny to: „mający małe znaczenie lub zdarzający się bardzo rzadko” ( https://sjp.pwn.pl/szukaj/incydent.html ). Mam wrażenie, że to słowo całkowicie tuszuje cały przekaz prawdy. Jest to majstersztyk niemieckich speców od socio-manipulacji przekazem. Po pierwsze sytuacja państw goszczących muzułmańskich gości nie ma małego znaczenia a po drugie zamachy zdarzają się dość często. Zresztą co tu mówić, na wojnie incydenty śmiertelne zdarzają się, co chwilę, a nawet regularnie. Nigdy wyjątkowo, bo wyjątek potwierdza regułę. Proszę zwrócić uwagę, że w Wikipedii nie występuje zakazane słowo incydent: https://pl.wikipedia.org/wiki/Incydent . Niektóre incydentów z tego roku są zawarte w artykule Wikipedii : https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Zamachy_terrorystyczne_w_2017 a tu lista zeszłorocznych: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Zamachy_terrorystyczne_w_2016 oraz zamachy z krótkim opisem: http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1045005,zamachy-terrorystyczne-w-europie-w-ostatnich-latach.html . 

Orientacyjna mapa zamachów terrorystycznych.


Niedawno od problemów z ubogaconą kulturowo zachodnią Europą odżegnała się Anglia w formie brexitu. Pamiętajmy, że Anglicy odczuli problem na własnej skórze i wolą ponieść sankcję (cokolwiek by to znaczyło) niż współuczestniczyć w proklamowaniu wizji kulturowego bogactwa. Tak, więc na czele unijnych mocarstw pozostały tylko te kraje, które nie dopilnowały szczelności własnych granic i pozwoliły zasiedlić własne terytorium przybyszom. I jak na ironię sprawdza się proroctwo muzułmańskie w kwestii hidżry. Od tonącej unii z Grecją u szyi dystansują się też kraje wyszehradzkie z Polską na czele. Czy w geście solidarności powinniśmy przejąć część problemów od sąsiadów czy raczej pomóc sąsiadom otworzyć oczy i zdrowo rozsądkowymi kroplami przemyć ich poprawnie polityczne oczy? To już temat na kolejny artykuł. 
                                                                        Gracjan Zieliński

piątek, 3 lutego 2017

Bezpieczeństwo a prepaid sim

Z dniem 1 lutego 2017 roku wchodzi obowiązkowe rejestrowanie numerów telefonów przypisanych do kart prepaid. Jest to zgodnie z ustawą antyterrorystyczną podpisaną przez premier Szydło z dnia 10 czerwca 2016r.



W tym artykule chcę się skupić konkretnie na kartach prepaid, czyli na kartach do których jest przypisany numer telefonu który jest bez abonamentu. Taką kartę z numerem można było kupić do niedawna praktycznie każdym kiosku lub sklepie. Ale od paru dni to się zmieniło. W myśl ustawy każdy musi zarejestrować swój numer telefonu przypisując go do swojego nazwiska (dowodu osobistego) . Teoretycznie ma to na celu zapobieganie anonimowemu wykonywaniu połączeń. Ma to swoje plusy. Każdy dzwoniąc do biura obsługi klienta albo na numer alarmowy 112 będzie identyfikowany. Policja czy odpowiednie służby mogą reagować w razie potrzeby mając do dyspozycji nie tylko lokalizację telefonu ale i dane personalne osoby dzwoniącej. Zawsze ułatwi to udzielenie niezbędnej pomocy. Wszak przeciętnej osobie powinno na tym zależeć. Ale co dalej. Mianowicie służby będą mogły inwigilować już nie tylko telefony ale ich właścicieli z imienia i nazwiska. Nie jest tajemnicą że banki na podstawie miejsca wykonywania transakcji kartą tworzą profili klienta. Teraz wszelakie służby uprawnione do lokalizacji telefonu będą miały dane nie o telefonie ale o użytkowniku. Gdzie chodzi, gdzie się przemieszcza, czy podróżuje , czy siedzi w domu.  Do tej pory dane te były dostępne jedynie dla użytkowników zarejestrowanych numerów, z reguły tych co mają abonament. Ale cóż tam, skoro chodzi o to aby dbać o nasze bezpieczeństwo.  Grunt że terroryści nie będą mogli się komunikować. To jest założeniem ustawy antyterrorystycznej.
Ale co z tego skoro przepisy które to regulują i z dniem 1 lutego 2017 weszły w życie są dziurawe jak szwajcarski dobry ser. Postawmy się na miejscu terrorysty. Kartę z numerem telefonu typu prepaid można kupić w kilku krajach unii europejskiej, najbliżej w czechach. Anonimowy, używany telefon – praktycznie w każdym komisie. Kupując kilka telefonów i kilka kart za granicą stajemy się anonimowym, praktycznie nie wykrywalnym turystą który po każdym połączeniu zmienia kartę sim i telefon. Stacje BTS nie są w stanie na podstawie kilu połączeń z kilku numerów w kilku miejscach nas zidentyfikować. Możemy dzwonić anonimowo. Na domiar złego można w internecie kupić karty zarejestrowane na tzw. słupa, czyli na przykład na osobę bezdomną lub jakiegoś pijaczka.  Jak zadzwonimy z takiej karty na policję i powiemy o bombie w pizzerii to będą ścigać słupa a po naszej lokalizacji po minucie zostanie spory obszar do przeszukania.  Tak więc po co jest ta ustawa?  Na pewno osobom które nie mają nic do ukrycia nie przysporzy problemów tak jak osobom które dalej chcą pozostać anonimowe. Zaś instytucje które są tym bezpośrednio zainteresowane będą bardzo zadowolone z danych które już nie będą anonimowe i stricto statystyczne.

Niezależność trybunału konstytucyjnego

Nie chcę się spierać o to czy trybunał konstytucyjny ma rację nie publikując swoich wyroków ani czy partia rządząca ma rację. Celem mojego artykułu jest przedstawienie faktów oraz kontemplacja nad sensem tego zamieszania.

Zacznijmy od faktów i niejako od końca. Prezes trybunału konstytucyjnego nie dopuszcza do opublikowania ustawy która jest podjęta przez sędziów trybunału, bowiem sędziowie trybunału muszą być zaprzysiężeni zgodnie z ustawą.  Ustawę o składzie sędziów uchwala większość w sejmie zgodnie z konstytucją. Konstytucja gwarantuje prawo ostateczne. W ramach tego prawa powstają ustawy które może zatwierdzić tylko prezydent. Po uchwaleniu każdy może podać ustawę do rozpatrzenia przez trybunał konstytucyjny.  Aby do tego nie dopuścić PO (a właściwie prezydent Komorowski) zmienia ustawę  przed swoim odejściem tak aby ustawę mogła uchwalić (lub zablokować) mniejsza liczba sędziów. Do tej pory aby uchwalić cokolwiek potrzeba było 9 sędziów z 15 zaprzysiężonych. Ponieważ niektórym kończyła się właśnie 9-cio letnia kadencja trzeba było obsadzić stanowiska nowymi. Jako że odchodząca większość była świadoma swojej porażki (wygrał PIS) nie mogąc zmienić konstytucji mieniła ustawę o większości składu trybunału oraz o tym kto może być zaprzysiężony zgodnie z ustawą. Czyli tonący brzytwy się chwyta.  Nowa partia rządząca oczywiście, też zgodnie z prawem zablokowała wyroki trybunału bowiem zgodnie z prawem które uchwaliła zaprzysięgła przy pomocy nowego prezydenta Dudy nowych 4 sędziów. I tu powstaje galimatias. Sędziów jest za dużo, nie każdy jest zaprzysiężony, nikt nie ma większości a to wszystko z prawem. Bowiem prawo stanowi większość która uchwala ustawy zgodnie z konstytucją która jest …. Zależna od ustaw większości.
Tak jak wspomniałem na wstępie nie chcę się sprzeczać czy ten albo tamten ustrój miał rację. Ale myśląc logicznie, czy ma jakieś znaczenie czy sędziowie tej czy innej partii zasiadają w trybunale i orzekają wyroki? Otóż nie, teoretycznie nie. Sędziowie powinni być apartyjni i bezstronni (zgodnie z konstytucją). Za cel mają zbadanie czy dana ustawa jest zgodna z konstytucją która stanowi ramy dla prawa i ustaw. Do ich obowiązków należy publikowanie wyroków niezależnie od wyników postępowania. Czym różni się sędzia z PIS od sędziego z PO podczas podejmowania decyzji? Przecież sędziowie są niezwiśli i niepodlegli partyjnie? Skoro są bezstronni i obiektywni to po co ta cała wrzawa? Skoro nie wiadomo o co chodzi to na pewno chodzi o pieniądze ale też o przychylność w podejmowaniu decyzji … w sprawach które powinny być regulowane konstytucją, a nie większością głosów partyjnych.

To zmieszanie dowodzi że bezstronne i obiektywne prawo jest po stronie partii rządzącej. Bo kto ma większość ten aneksuje konstytucje. A konstytucja jest zgodna z ustawą większość bo da się nią manipulować.  

Gracjan Zieliński

piątek, 12 lutego 2016

NOWY RODZAJ WOJNY

Czym jest unia europejska?
Najprościej mówiąc jest wspólnotą gospodarczą oraz polityczną.  W 1993 roku na mocy traktatu z Maastricht państwa demokratyczne a mianowicie: Francja, Niemcy, Belgia, Holandia, Włochy i Luksemburg połączyły się gospodarczo. Ideą była łatwa wymiana gospodarcza, wspólna polityka oraz integracja społeczna. Na początku kraje te, utworzyły na mocy tego porozumienia walutę, zastępując marki, guldeny czy liry nowym środkiem płatniczym o nazwie Euro. To pozwoliło uwolnić lokalne rynki i dało więcej możliwości na ekspansję ekonomiczną. Należy przy tym pamiętać, że kraje te otwarły swoje granice między sobą, oraz niektórymi krajami europy zachodniej znacznie wcześniej, co miało znaczenie w momencie powstania Unii Europejskiej.
Rozwój Unii Europejskiej i Schengen.
Z czasem kraje, które wiązał układ z Schengen, stawały się członkami Unii Europejskiej. W 1995 roku skład unii europejskiej wyglądał następująco: Belgia, Francja, Holandia, Luksemburg, Niemcy, Włochy, Dania, Irlandia, Wielka Brytania, Grecja, Hiszpania, Portugalia, Austria, Finlandia i Szwecja. 
Pewnie, nie każdy pamięta jak trudno było obywatelom z poza tego układu podjąć w tamtym czasie pracę w krajach UE. Dziś dużo osób podróżujących po europie nie ma nawet paszportu. Ale nawet po wejściu do unii Polska, nie była od razu sygnatariuszem Schengen. Choć wtedy wystarczył już dowód osobisty to zachodnie i południowe granice naszego kraju były pasem piachu, który z obu stron okalał drut kolczasty, strzeżony całodobowo przez służby graniczne.  W 2004 roku Unia Europejska broniła suwerenności swoich krajów członkowskich i niepodległości granic. W 2013 roku skład członków unii europejskiej zamknęła Chorwacja. 
                                     Więc "nasze" granice wyglądają jak na ilustracji

Zgodnie ze statusem UE podpisanym w Helsinkach w 1999r członkowie UE będą wzajemnie bronić suwerenności każdego z krajów członkowskich. Należy też pamiętać, że Większość członków UE jest też członkami Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego, czyli paktu NATO.

Czy unia się rozpada?
Integralność unii europejskiej według mnie została zachwiana w 2009 roku w czasie rewizji greckiego budżetu, a w 2011 roku przypieczętowana upadkiem greckiej gospodarki. Nagle okazało się, że jeden z krajów członkowskich nie jest wydolny gospodarczo i trzeba w ten kraj pompować miliardy euro, żeby przetrwał. Ta pomoc była obarczona licznymi restrykcjami, których nie chcieli zaakceptować obywatele Grecji. O tym konflikcie można by napisać osobny artykuł, ale Grecja w tym artykule jest jedynie krajem, który do załatania własnej dziury budżetowej i odwrócenia uwagi wykorzystał... uchodźców syryjskich. Uszczelnienie granic greckich miało być jedynie powodem na, pozyskanie środków unijnych.

Początek emigracji Syryjczyków.
Żeby to zrozumieć trzeba się cofnąć parę lat do tyłu, do roku 2000 gdy w Syrii na czele rządu zasiadł prezydent Baszszar al-Asad. Wspierał on rodzimy przemysł naftowy oraz był przeciwnikiem ingerencji innych krajów w swoje skorumpowane interesy. Nie był lubiany przez sąsiadów takich jak Turcja i Iran. Przeszkadzał też interesom USA i Rosji na tym terenie. Syrię za jego kadencji ogarnęła wojna domowa. W tym okresie na tym terenie Iraku utworzyło się Państwo Islamskie, które wkroczyło do szarganej wojną domową Syrii. Było narzędziem sprawowania władzy przez rebeliantów - przeciwników Asada. I krok po kroku islamscy wojownicy zajmowali coraz większe terytoria tego kraju. 
Szyb naftowy za szybem aż urośli w siłę i zaprowadzili rządy fundamentalnego islamu przy pomocy terroru i terroryzmu. I tu sprytem wykazała sie Turcja, która jako kraj buforowy między ugrupowaniami terrorystycznymi a unią, domagała się od UE środków na powstrzymanie wojennych zapędów syryjskich emigrantów. Jednak UE była zajęta wewnętrznym problemem zadłużonej Grecji i jakoś nie dopilnowała karty przetargowej Turcji, którą była realna szansa powstrzymania powstania państwa ISIS. W 2013 roku obywatele Syrii zaczęli masowo uciekać przed szerzącą się wojną domową, ale ani Egipt ani Arabia Saudyjska, ani Irak nie był z tego zachwycony. Fala syryjskich uchodźców nie była tam mile widziana. Została Turcja. Ale Turcja też nie była zachwycona, więc przepuściła tylko przez swoje terytoria obywateli syryjskich. Grecja również. No i poszli na północ. A za nimi ich koledzy i koledzy kolegów. I tak szli przez Turcję lub płynęli do Grecji ponad rok zalewając Europę, aż w końcu UE się obudziła. W 2015 roku do europy przybyli uchodźcy z Syrii w liczbie grubo przekraczającej milion obywateli. Na dzień dzisiejszy to oficjalnie niecałe dwa miliony. I tu powinienem zadać pytanie: co z hermetycznością granic UE i strefy Schengen? A no, nic. Już wiadomo, że taka szczelność nie istnieje skoro tylu ludzi w ciągu dwóch lat jest w stanie bez żadnych dokumentów się przez nią przedrzeć. Jak to, bez dokumentów? To skąd wiemy że, uchodźcy idą z Syrii? Nie wiemy. Mogą być z Etiopii, Sudanu, Libii, Iraku, Maroka, Iranu czy Omanu, Jemenu, Somalii lub z państwa ISIS. Wystarczy że dotrą do Europy przez Turcję lub Grecję i podadzą się za Syryjczyków.

Powrót grupy Wyszechradzkiej
W Unii ostatnio nie dzieje się dobrze. Większość uchodźców chce się dostać do państw socjalnych takich jak Niemcy, Anglia, Francja czy Szwecja. Wiemy też, że nie wszyscy to uchodźcy wojenni. Większość to uchodźcy ekonomiczni i pewnie połowa to nie syryjscy uchodźcy. Nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Dlatego moim zdaniem, początkiem końca Schengen będzie grupa Wyszechradzka czyli Węgry, Czechy, Słowacja i Polska. Unia nas za to łaja ale, sama też się poważnie zastanawia nad czasowym zamknięciem granic wewnętrznych.  Słowianie i Bałkanie są sceptycznymi nacjonalistami. Okazuje się że nie tylko my. Jestem pewien, że kolejnym państwem odstępującym od Schengen będzie Anglia. Bowiem, choć grupa Wyszechradzka nie jest docelowym krajem emigracji ludów półwyspu arabskiego to po doświadczeniach w Niemczech i Szwecji będziemy chcieli się zabezpieczyć. Pamiętajmy, że Grupa krajów Wyszechradzkich osobno weszła do Unii Europejskiej a dopiero potem przystąpiła do Schengen.

Czy Hidżra to nowy rodzaj wojny?
W dziejach świata mieliśmy różne wojny. W dawnych czasach liczyła się liczba ludzi, potem ludzi ze stalą, potem ze stalą na koniach. W czasie pierwszej wojny światowej liczyła się technologia, ale kraje europy zachodniej posiadły podobną i to postawiło wojnę w impasie na dobrych kilka lat. W czasie drugiej wojny światowej technologia poszła w parze z taktyką wojny błyskawicznej. Według mnie Hidżra to nowy rodzaj wojny. Choć Hidżra nie oddaje znaczenia wojny a raczej można to tłumaczyć z arabskiego, jako „wędrowiec” to jednak, Państwo Islamskie używa tego zwrotu, jako definicji dżihadu emigracyjnego. Czemu ma to służyć? Przede wszystkim, imigracja Syryjczyków to realizacja polityki państwa islamskiego. Dzięki emigracji ludności z Syrii państwo islamskie pozbywa się ludzi, który nie chcą walczyć o własny kraj i wolą ucieczkę. Zostają tylko nieliczni ludzie którzy, albo chcą walczyć o własny kraj albo przyłączają się do tej terrorystycznej organizacji. Zostają też kobiety i dzieci. Dzieciom można wpoić fundamentalną ideologię a kobiety... w czasie wojny wiadomo. Poza tym, wśród tych emigrantów można łatwo przemycić do europy własnych ludzi. W tym zamieszaniu i tak się nikt nie zorientuje. Po drugie Hidżra to wojna przez zasiedlenie. Można zasiedlić pokojowo terytorium danego kraju. Można żyć na koszt tego kraju. Można na koszt tego kraju utrzymywać wielodzietne bezrobotne rodziny. Można na terytorium zasiedlonego socjalnego kraju siać ideologię fundamentalnego islamu i ukrywać się pod kloszem poprawności politycznej, demokracji i równo- uprawnienia. Można? Jak widać, można. Z demograficznego punktu widzenia za 20 lat obywatele krajów, które utworzyły unię będą mniejszością narodową we własnych krajach. I jeśli tak dalej pójdzie to na zasadach demokratycznych oddadzą przywództwo większościowym partiom muzułmańskim. I na tym polega wojna przez zasiedlenie. Ten wariant nie sprawdza się na przykład w Rosji. Ciekawe, dlaczego skoro Rosja to kraj demokracji? W grupie Wyszechradzkiej też się nie przyjmie.

Czy będzie wojna?
Już jest.

Kończąc ten artykuł cieszę się, że kraje Unii Europejskiej zaczynają dostrzegać problem, lecz czy oby nie za późno. Z fundamentalnym terroryzmem i przyrostem naturalnym nie da się walczyć znaną nam, europejczykom, konwencjonalną bronią.


Niech Bóg ma nas w opiece.
                                                                                                            Gracjan Zieliński

niedziela, 13 września 2015

400 000 muzułmanów to początek nowej ery w europie

Bezradność Unii Europejskiej wobec emigrantów.

Dzisiaj w mediach dominuje jeden temat: Islamscy uchodźcy. 
Ten temat jest tak obligatoryjny, że nie ma serwisu w którym by się na ten temat nie pisało. Czytelnicy, tudzież widzowie codziennie są bombardowani informacjami na ten temat.  Polacy w tej kwestii są sceptyczni lub obojętni, rzadziej optymistycznie nastawieni. 
Świadczyć o tym może demonstracja pokojowa zwolenników przyjmowania uchodźców, za którą przeszła kilkukrotnie większa przeciwników przyjmowania muzułmańskich imigrantów. Polacy są mało tolerancyjnym narodem i wbrew pozorom nacjonalistycznym. Lubimy swoją odrębność narodową. Większość obywateli to katolicy a ci, co nie deklarują wyznania stosują katolicki wzorzec. Jeśli ktoś nazwie nas ksenofobami to w pewnym sensie ma rację. I nie uważam tego za wadę a wręcz przeciwnie. 
Tysiąc lat historii polski, liczne wojny, rozbiory i zmiany ustrojowe oraz położenie geograficzne nauczyły nas Polaków, że ufać należy sobie i ostrożnie podchodzić do cudzoziemców. Na emigracji jesteśmy wzorem asymilacji, chociaż jak każda nacja tworzymy własne grupy kulturowe. Nie narzucamy się i potrafimy żyć skromnie ciężko pracując. Tak jak każdy europejczyk, tak jak każdy azjata, Rosjanin czy 
Amerykanin. Co nas łączy? System kapitalistyczny oraz poglądy religijne. 
Uchodźcy muzułmańscy też są różnych narodowości, ale łączy ich religia - islam. Dzieli nas przepaść religijna i kulturowa. My Polacy, nacjonalistyczni ksenofobowie jesteśmy tolerancyjni. Jesteśmy w stanie zaakceptować przybyszów z dalekiego wschodu, ale w racjonalnych ilościach. Wiemy, czym to grozi. Słyszałem wypowiedź jakiegoś polityka w radiu, że dwanaście tysięcy uchodźców to tylko po 5 osób na gminę. To całkiem znośnie, ale z muzułmanami jest jak z deszczem. Gdy spadnie po 5 centymetrów deszczu na całą Polskę to mamy przelotny, znośny deszczyk. Ale jak zebrać ten deszcz na terenie osiedla to mamy już parę metrów na metr. Ogłaszamy wtedy stan klęski żywiołowej. I tak też będzie z naszymi nowymi lokatorami z krajów muzułmańskich. To będzie stan klęski. Oni nie dadzą się rozproszyć, lecz stworzą kulturowo - religijne enklawy. Coś na wzór londyńskiej dzielnicy Tower Hamlets, Berlińskiej Neukölln (http://strefainfo.blogspot.com/2010/10/berlin-neukolln-muzumanskie-getto.html) lub kilkunastu dzielnic Paryża. Są tam tworzone strefy niebezpieczne dla tubylców. Dlaczego tubylców a nie mieszkańców? Bo tubylcy, czyli autochtoni są tam mniejszością. Strefy te mają swoich nowych mieszkańców - muzułmanów. Nawet policja się boi tam interweniować. Więcej informacji na ten temat: http://prawy.pl/z-zagranicy2/7439-muzulmanie-zagarneli-cale-dzielnice-bialym-i-policji-wstep-wzbroniony Białym kobietom nie radzę się tam wybierać zwłaszcza po zmroku. Tam panuje islam, w którym kobiety mają mało do powiedzenia. Kiedyś ktoś powiedział, że stopień ucywilizowania społeczeństwa jest mierzony stosunkiem do kobiet. U nas kobieta jest życiem - matką, którą należy chronić, pielęgnować i wspierać. U radykalnych muzułmanów jest niczym tarcza. W końcu można mieć ich wiele na raz. Strata jednej nic nie znaczy. W tym społeczeństwie liczą się tylko mężczyźni.

Niestety emigranci już docierają do granic polski. W kierunku europy zachodniej już podąża blisko 400000 muzułmanów. Według władz unii europejskiej za parę miesięcy będzie ich dwa razy tyle. Parlament europejski nakazuje rozparcelowanie uchodźców po krajach unijnych według kryteriów wielkości terytorialnej. Polska dostała na początek przydział 12000 osób. A każda z tych osób będzie chciała sprowadzić rodzinę. Dlatego ta liczba będzie rosła i rosła i z pewnością przekroczy nasze oczekiwania. Francja, Niemcy i Anglia już za daleko zabrnęły żeby się wycofać z muzułmańskiego najazdu. Miękną, bo tak na prawdę nie wiedzą jak sobie z tym poradzić. W unii europejskiej aż kipi od pomysłów, ale nikt nie wie co zrobić z taką falą emigrantów. Unia jak dotąd postanowiła rozdzielić ich na poszczególne kraje wspólnoty, ale nic nie mówi o kosztach na ich utrzymanie. Za to przewodniczący parlamentu europejskiego Martin Schulz wygłasza poglądy, że kraje które sceptycznie podchodzą do przyjmowania uchodźców powinny ponieść karę ekonomiczną albo być zmuszone do ultra nacjonalistycznej postawy wobec błędów zachodniej wspólnoty, która już dawno straciła nad tym kontrolę.
Z artykułu wprost.pl dodatkowo czytamy: Jean-Claude Juncker na sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego wygłosił przemówienie o stanie Unii Europejskiej. Stwierdził, że kraje UE nie mogą się kłócić o to, czy przyjąć uchodźców,  gdyż w Europie "każdy kiedyś był uchodźcą". Podał przy tym przykład Szkotów, Irlandczyków i Polaków. Według dokumentu opublikowanego przez Komisję Europejską, do Polski trafi w sumie 9287 imigrantów poza dwoma tysiącami,  których zadeklarowaliśmy przyjąć w czerwcu. Kilka godzin po wystąpieniu Jean-Claude'a Junckera, Komisja Europejska opublikowała dokument, w którym opisała rozdział uchodźców między kraje UE. Do Polski trafi w sumie 9287 osób - 1207 imigrantów i uchodźców z Włoch, 3901 z Grecji i 4179 z Węgier. 
Nasz kraj ma przyjąć czwartą co do wielkości grupę imigrantów po Niemczech, Francji i Hiszpanii. Czyli albo pozwolimy muzułmanom zasiedlać nasz kraj w tempie progresywnie nienaturalnym albo zachodnia unia mniejszy nam fundusze. Jak zasiedlimy parędziesiąt tysięcy muzułmańskich emigrantów to nie będą musieli nam zmniejszać funduszy.Same się zmniejszą poprzez zwiększone wydatki. I na dodatek powstanie wewnętrzny problem, który nam euro multikulti zaaplikuje gratis.

Grupa Wyszehradzka czyli Polska, Czechy, Słowacja i  Węgry są zdecydowanie przeciwko masowemu napływowi emigrantów z południa. Węgry już doświadczyły najazdu turystów - emigrantów. Informacje na temat zachowania uchodźców można znaleźć w internecie. Premier Węgier Viktor Orban już teraz ostrzega o brakach ostrożności wobec mas nielegalnych emigrantów. Oświadcza, że tak duża fala emigrantów muzułmańskich jest groźna dla tożsamości kulturowej europejczyków oraz zwiększa zagrożenie bezrobociem i przestępczością. 
I muszę przyznać mu rację. Popatrzmy na statystyki. Na czele plasują się mężczyźni, stanowią oni 75%, potem kobiety 12% oraz dzieci 13%. Mężczyźni w wieku poborowym z tych 75% stanowią 80%. Uchodzców mamy na dzień dzisiejszy ok 400 tysięcy. Mężczyźni stanowią 300 tysięcy. Mężczyźni w wieku poborowym to 240 000. Kobiety i dzieci to 100 000. Nie licząc kobiet i dzieci mamy doczynienia z kilkunastoma dywizjami najeźdźców zmierzającymi w naszym kierunku. Skąd pomysł żeby przekładać to na dywizje lub półki? Nie wszyscy emigranci są nastawieni tylko na niemiecki socjal. Dziś okazało się, że ktoś dostarcza im broń prosto do granic unii. Za emigrantami jadą kontenery z bronią. Proszę zobaczyć artykuł który ze względu na poprawność polityczną nie ukazał się w telewizji: http://www.fronda.pl/a/grecy-przechwycili-kontenery-broni-ktore-mialy-trafic-w-rece-uchodzcow-przebywajacych-na-terenie-europy,56794.html
Nie ma co się dziwić, że Premier Węgier obawia się emigrantów. Ale kanclerz Austrii Werner Faymann krytykuje politykę premiera Węgier Wiktora Orbana wobec uchodźców porównując to do działań nazistów. Między zbrodniami nazistów a polityką emigracyjną premiera Węgier jest tak wielka przepaść jak między Watykanem a drogą mleczną. Niech kanclerz Austrii poczyta trochę historii a zobaczy czym jest islam i nazizm zanim się wypowie na te tematy. I jedno i drugie było skutecznie likwidowane na terenach Europy. A dlaczego wspomniałem o Watykanie? 
Otóż od mniej więcej miesiąc na placu Świętego Piotra zbiera się coraz więcej muzułmanów chcących nawracać chrześcijan na islam. Pytają czy kochasz Allacha i wymachują koranem. Eskalacja tego zjawiska jest tak wielka, że mówi się o agresywnym islamskim prozelityźmie. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Prozelityzm). Dzieje się też tak w Wiedniu, Zurychu, Berlinie czy Hamburgu. Czyli zaczyna się pogrom wiary chrześcijańskiej. 

Dlaczego ci muzułmańscy tylko transferują się przez kraje grupy wyszehradzkiej? Odpowiedź jest banalna. W tych krajach muszą pracować. Zaś zachodnia część europy oraz grupa skandynawska daje duże możliwości socjalne. Na przykład w Szwajcarii taki uchodźca otrzymuje ponad 3500 zł a w przypadku rodziny z dwójką dzieci to ponad 8000 zł. W Niemczech, Francji, Anglii i Szwecji. świadczenia są nieco niższe, ale wystarczają żeby nie pracować. W Polsce dostali by nieco ponad 2 tysiące złotych na cztero osobową rodzinę. Więc póki co, mamy spokój.
Więcej na ten temat w moim poprzednim artykule na Questioo: http://questioo.blogspot.com/2015/08/exodus-afrykanski.html

A co na to media? Media kontrolowane przez państwo, czytaj "europejską poprawność polityczną" serwują nam miękkie fakty, takie co są poprawnie politycznie, takie co zatwierdzą politycy bo są im wygodne oraz takie co manipulanci socjologiczni zatwierdzą. Czyli takie jakie chcielibyśmy usłyszeć. Pamiętamy zdjęcie chłopca wyrzuconego na plażę przez morze. To zdjęcie zostało zmanipulowane na potrzeby medialne. Fakty można przeczytać tu: http://wpolityce.pl/swiat/265073-zdjecie-ktore-obieglo-caly-swiat-jest-inscenizacja-czy-posluzylo-do-sterowania-emocjami-na-temat-uchodzcow
A to co się działo w Terespolu z emigrantami można zobaczyć tu: http://pikio.pl/bojka-polskiej-strazy-granicznej-z-nielegalnymi-imigrantami-video/

Jak dla mnie, obywatela uczącego się na historii to należy się bać. I trzeba mieć się na baczności. To co teraz mamy to nowy rodzaj wojny. Najeźdźcy zalewają nasze rubieże bez broni. Broń jedzie w kontenerach za nimi. Ta wojna jest kryta przez poprawność polityczną. Emigranci muzułmańscy zalewają Europę nie bronią lecz ich liczbą. To nowy rodzaj wojny. Jedziemy bez broni, jest nas milion, dajcie nam azyl. Nasza siła w wierze. Mamy Koran a broń już jedzie. 
Zasiedlą Europę i jako mniejszość etniczna będą stanowić większość terytorialną. I tak jak Niemcy będziemy w połowie polską muzułmańsko - chrześcijańską a każdy nasz apel o wolność i demokrację będzie nie poprawny politycznie i traktowany
jako ksenofobiczny atak na większą mniejszość muzułmańskich uchodźców. To najwyższy czas żeby się nad tym zastanowić. Lepiej dla nich żeby polski nie zasiedlali bo zajmą się nimi kibice na ustawce w lesie. A potem będą trąbić, że polscy nacjonaliści bronią swoich kobiet, dzieci, ziemi. Naszej ziemi. 


                                                                                                        Gracjan Zieliński










niedziela, 30 sierpnia 2015

Dotacje rządowe a klęska suszy kontra referendum

Jest sucho, bardzo sucho. I nie zapowiada się na deszcz.

W tym roku lato przyszło w lipcu. Było ciepło. Potem na początku sierpnia zachmurzyło się przez tydzień. Następnie lato pokazało swoje atuty i sezon nadmorski uważam za udany. Morze było ciepłe, plaże pełne a okolice jezior pełne turystów. W zeszłym roku tylko lipiec był ciepły. W sierpniu lało jak z cebra. Przynajmniej na zachodnim pomorzu. Co roku jest przecież inaczej i trudno to przewidzieć. W tym roku mamy oprócz ciepłego lata - wielką suszę. O ile się orientuję od czerwca do końca sierpnia padało tylko trzy, może cztery razy i to nie wszędzie. Są regiony na terenie Polski w których padało raz lub dwa razy i to tylko kilka kropel. Są to rejony polski wschodniej oraz centralnej. Tam plony z powodu braku deszczu są skrajnie małe lub ich w ogóle nie ma. Wystarczy pojechać na te tereny i zobaczyć pola. Suche jak pień. Pierwsze oznaki suszy o których meldowali rolnicy w lipcu rząd  umiejętnie zbył. Potem wysychały rzeki i jeziora. To też dla naszych polityków nie stanowiło problemu. Nawet problem "wysychających" elektrowni nie był problemem. W dwa, trzy dni uporali się z problemem chłodzenia turbin oraz uruchomienia uszkodzonych "reaktorów". W połowie sierpnia rolnicy wyszli otwarcie z postulatem ogłoszenia klęski żywiołowej. Rząd zwlekał tydzień a potem za pośrednictwem ministra Marka Sawickiego ogłosił że żaden stan klęski żywiołowej nie nastąpił. Do tego momentu polscy rolnicy oszacowali łączne swoje straty na ok 2 miliardy złotych w skali kraju. Wyschły melioracje i studnie. W telewizji mówią o oszczędzaniu wody i prądu. Ale o klęsce suszy nic. W końcu słychać głos parlamentu: będą dopłaty dla rolników oraz preferencyjne kredyty. Dla tych ubezpieczonych to 800 za hektar plantacji sadowniczej i 400 dla pozostałych. Ci którzy nie byli ubezpieczeni muszą podzielić stawkę przez dwa. Choć są dotacje dla wysychających rolników oraz psełdo preferencyjne kredyty to dalej nie ma stanu klęski (żywiołowej) suszy.To nic że część rolników pójdzie z torbami. W wiadomościach słyszymy wypowiedzi polityków że straty z jednej strony zostaną nadrobione zwyżkami z drugiej a resztę uzupełnimy eksportem z trzeciej strony. Kompletna bzdura. Niemniej dalej nie zostaje ogłoszona klęska żywiołowa w kategorii suszy. Dlaczego?
Moim zdaniem powód jest prozaiczny. Na początku września ustanowione jest referendum w sprawie JOWów, finansowania partii politycznych oraz regulacji prawa podatkowego. Dla rządu jest to na tyle determinujące że nie mogą wprowadzić stanu klęski żywiołowej bo to koliduje z planowanym od miesięcy referendum. Podczas ogłaszania klęski żywiołowej referendum nie może się odbyć w okresie 3 miesięcy od jej zakończenia. Czyli ogłaszając stan klęski powiedzmy w połowie lipc na jeden dzień referendum może się odbyć najwcześniej w drugiej połowie listopada. To bardzo koliduje z wrześniowym referendum więc nie ma co liczyć na ogłoszenie stanu klęski suszy.
Politycy zbywają nas na przykład super kredytami. Nie ważna jak super kredyt by się zaciągnęło, zawsze trzeba go oddać. Podczas stanu klęski żywiołowej dostaje się bezzwrotne dotacje od rządu. Taka jest różnica pomiędzy stanem suszy a stanem klęski żywiołowej suszy.
Prawo Polskie mówi o suszy(źródło wikipedia):
W cyklu rozwojowym suszy wyróżnia się trzy etapy:
       susza atmosferyczna – brak opadów (przez 20 dni), wysoka temperatura i niska wilgotność      powietrza, przyczyną jest antycyklonalna (wyżowa) cyrkulacja atmosferyczna, powodująca napływ ciepłych i suchych mas powietrza
       susza glebowa – oznacza niedobór wody dostępnej dla roślin, na tym etapie suszy obfite opady powodują szybkie uzupełnienie zasobów wody w strefie aeracji
       susza hydrologiczna – zmniejszone zasoby wodne powierzchniowe i podziemne, późniejsza regeneracja wód podziemnych jest długotrwała

Moim zdaniem w tym roku mamy problem o nazwie susza hydrologiczna
A pojęcie suszy brzmi(źródło wikipedia):
Susza – długotrwały okres bez opadów atmosferycznych lub nieznacznym opadem w stosunku do średnich wieloletnich wartości i wysoką temperaturą. Prowadzi do znacznego wyczerpania zasobów wodnych w dorzeczu.
Susza powoduje przesuszenie gleby, zmniejszenie lub całkowite zniszczenie upraw roślin alimentacyjnych (a co za tym idzie klęskigłodu), zmniejszenie zasobów wody pitnej, a także zwiększone prawdopodobieństwo katastrofalnych pożarów.
Na prosty rozum. Mamy Suszę i to Hydrologiczną. A co to jest stan klęski?
Klęska która nas dotyczy jest zdefiniowana w artykule 3 ustęp 1 paragraf 2 czyli:
Kiedy jest susza należy ogłosić suszę naturalną.
Szkoda że 100 milionów wydatków na wybory jest ważniejsze niż miliard pomocy dla naszych rolników.



Pojęcie klęski żywiołowej w prawie polskim:
Klęska żywiołowa w rozumieniu Ustawy o stanie klęski żywiołowej z 18 IV 2002 r.[2] – cytat:

Art. 3. 1. Ilekroć w ustawie jest mowa o:
1) klęsce żywiołowej – rozumie się przez to katastrofę naturalną lub awarię techniczną, których skutki zagrażają życiu lub zdrowiu dużej liczby osób, mieniu w wielkich rozmiarach albo środowisku na znacznych obszarach, a pomoc i ochrona mogą być skutecznie podjęte tylko przy zastosowaniu nadzwyczajnych środków, we współdziałaniu różnych organów i instytucji oraz specjalistycznych służb i formacji działających pod jednolitym kierownictwem,
2) katastrofie naturalnej – rozumie się przez to zdarzenie związane z działaniem sił natury, w szczególności wyładowania atmosferyczne, wstrząsy sejsmiczne, silne wiatry, intensywne opady atmosferyczne, długotrwałe występowanie ekstremalnych temperatur, osuwiska ziemi, pożary, susze, powodzie, zjawiska lodowe na rzekach i morzu oraz jeziorach i zbiornikach wodnych, masowe występowanie szkodników, chorób roślin lub zwierząt albo chorób zakaźnych ludzi albo też działanie innego żywiołu,
3) awarii technicznej – rozumie się przez to gwałtowne, nieprzewidziane uszkodzenie lub zniszczenie obiektu budowlanego, urządzenia technicznego lub systemu urządzeń technicznych powodujące przerwę w ich używaniu lub utratę ich właściwości.

2. Katastrofą naturalną lub awarią techniczną może być również zdarzenie wywołane działaniem terrorystycznym.


                                                                                                          Gracjan Zieliński

sobota, 29 sierpnia 2015

Exodus Afrykański

Jak emigranci z północnej Afryki i Bliskiego Wschodu zasiedlają Europę Unijną.

Od wielu lat wiadomo że na półwyspie arabskim nie dzieje się najlepiej, W wiele państw na tym terenie jest nękanych wojną domową na podłożu ekonomicznym i religijnym.
 W ciągu ostatniego roku wielu obywateli z afryki i półwyspu arabskiego postanowiło uciec przed prześladowcami i kierują się na północ, w kierunku unii europejskiej. Bo tu w miarę bezpiecznie. Dlaczego uciekają i przed czym? Powodem jest wojna ekonomiczna i terytorialna, a jej idea ma podwaliny religijne. Otóż - mówiąc w skrócie - przed kilkoma laty wyzyskiwani przez państwa kapitalistyczne obywatele państw islamskich takich jak Irak i Syria połączyli swoje siły w celu wypędzenia ciemiężców z zachodu, ameryki i Rosji. Najlepszym sposobem było połączenie swoich sił pod wspólnym sztandarem który reprezentował radykalny islam. Ugrupowanie pod nazwą Kalifat rozpoczęło Dżichad, czyli świętą wojnę. Wojnę rozpoczęto zdobywając terytoria i tereny roponośne. To zapewniło kapitał na dalsze podboje. Jednak ta wojna miała inny cel. Ta wojna toczy się przeciw każdemu kto nie jest muzułmaninem. Palone są kościoły, niszczone zabytki. Ale najgorsze że zabijani są "niewierni". Na masową skalę zabijani są chrześcijanie, gwałcone kobiety i masakrowane dziewczynki. Te mają mniej praw niż koza. Islam nie wybacza niewiernym, ale to już inny temat na inny artykuł.

Wracając do tematu - w każdym konflikcie zbrojnym potencjalne ofiary starają się uciec jak najdalej od opresji. I tak też się dzieje. Setki tysięcy emigrantów za wszelką cenę starają się uciec na północ. Płyną, jadą i idą. Do Francji, Grecji, Włoch i Hiszpanii przybywa ich co dzień tysiące. Pewnie połowa tych ludzi ginie w drodze ale i tak do granic Unii dociera ich rzesza. Kraje graniczące morzem lub lądem z Afryką i Półwyspem Arabskim co dzień przyjmują tysiące uchodźców i zamykają ich w obozach ogrodzonych płotem. Muszą ich utrzymywać i zapewnić minimum bytu. Ze względu na liczbę uchodźców są to nie małe koszta, dlatego w Unii od paru miesięcy jest to topowy temat. Co z nimi zrobić. Kilka tygodni temu uzgodniono że kraje Unijne muszą przyjąć pewną część uchodźców. Najwięcej zdeklarowały Niemcy - ponad 800 000 ludzi. Polska zdeklarowała przyjęcie paruset. Inne kraje takie jak Francja i Hiszpania przyjmą parę tysięcy. Jednak to nie rozładuje sytuacji. Bo mamy problem nie z kilkoma uchodźcami ale z exodusem. Kraje które podejmują się przyjęcia emigrantów muszą im zagwarantować wikt i opierunek. A to z kolei generuje wydatki z kasy państwa na koszt podatników. 


Wiele lat temu w Niemczech i krajach skandynawskich pozwolono na osiedlenie się w nich obywateli w Afryki i Bliskiego Wschodu aby stali się tanią siłą roboczą. Kraje te zagwarantowały tym obywatelem pracę i wolność - w tym wolność wyznania. Jednak starały się trzymać tych ludzi w ryzach. Potem i całkiem niedawno w krajach unii powstał trend poprawności politycznej. Uchwalono nowe liberalne przepisy i powołano nowe ustawy. Dzięki nim osiedleńcy na mocy nowych praw utworzyli mniejszości narodowe i zażądali nowych praw. Osiedlali się, mnożyli a potem opanowywali nowe terytoria i tworzyli hermetyczne społeczności. Budowali świątynie i dalej się rozmnażali. Aż było ich tyle że te społeczności na bazie mniejszości etnicznej stanowili większość religijną. Teraz jest ich tyle że takie kraje jak Francja, Hiszpania i Niemcy nie dają sobie z nimi rady. Muzułmanie przez swój przyrost naturalny i umiejętność wykorzystania socjalu oraz naturalny system adaptacyjny za kilka lat będą stanowić ponad połowę społeczności kraju w którym się znajdują. Dodatkowo napływ uchodźców będzie stanowić bogatą pożywkę. 
Na nic teraz uszczelnianie granic Unii. Na nic teraz dodatkowe środki. Dziś widzimy wdzierających się masowo uchodźców a za parę lat będziemy na marginesie zdominowanego przez islam społeczeństwa. 
Dlaczego Polska nie jest dobrym krajem docelowym dla emigrantów z południa? Moim zdaniem są dwie bariery niewygodne dla muzułmanów w Polsce. Po pierwsze system socjalny który nie gwarantuje minimum socjalnego. Dzięki temu nie można się tu zagnieździć i rozmnażać bez opamiętania. Tu trzeba ciężko pracować. Po drugie Polska jest jednak krajem katolickim i delikatnie mówiąc, nie tolerancyjnym. To nas na razie chroni przed tym exodusem. Jeszcze bardziej nie przychylnym terenem dla przybyszy z dalekiego południa są kraje post komunistyczne. Czy ktoś słyszał że islam rozwija się z powodzeniem w Rosji? 


Tak czy owak Unia nie radzi sobie z napływem emigrantów i nie potrafi hermetycznie chronić swoich granic. Zamiast wewnętrznej izolacji doświadczamy braku konsolidacji i ulotności egzystencjalnej wspólnoty. Wystarczy spojrzeć na problem Grecki.

Moim skromnym zdaniem ten exodus jest bardziej lub mniej zamierzonym planem fundamentalnych muzułmanów w świętej wojnie z Europą, a na pewno z wiarą chrześcijańską i jej odłamami. Europa nie widzi nadciągającej katastrofy.


                                                                                                                     Gracjan Zieliński

sobota, 22 sierpnia 2015

Kilka faktów w sprawie referendum 2015

Czy ugrupowanie polityczne powinno być finansowane z budżetu państwa?

Ostatnio głośno w mediach o finansowaniu partii politycznych z budżetu państwa czyli z naszych pieniędzy. To samo pytanie pojawi się w najbliższym referendum we wrześniu 2015r.  
Na pierwszy rzut oka pytanie wydaje się retoryczne. Większość z nas za pewne powie że nie, no bo i po co wydawać rządowe czyli nasze pieniądze z podatków na finansowanie jakiegoś ugrupowania politycznego. I to jeszcze ugrupowania na które nie głosowaliśmy. Czysty absurd. Ale jak to się odbywa? Otóż partia która wejdzie w skład rządu czyli dostanie minimum 3% głosów ma prawo do subwencji z budżetu państwa. Czym więcej głosów dane ugrupowanie dostanie tym więcej udziałów ma w podziale środków przeznaczonych na swoje utrzymanie. A kwota jest nie mała. Rocznie to ponad 50 milionów złotych. 
Gdyby PiS i PO miały po równo głosów to rozdzieliły by pomiędzy siebie tą kwotę i każde ugrupowanie dostało by po 25 baniek. To bardzo duża kwota lecz w skali budżetu państwa ta kwota wydaje się być niewielka. A więc jeśli zagłosujemy we wrześniu przeciw finansowaniu partii politycznych to zaoszczędzimy ponad 50 000 000 zł. Przy rocznych wpływach z podatków rzędu 3 miliardów kwota 50 milionów wydaje się być kroplą. Więc co nam da to że w referendum zagłosujemy przeciw temu wydatkowi? I tu się kryje sekret. W mediach jak słyszymy panuje zgoda co do tego. Bo żadna z wiodących partii politycznych na tym nie ucierpi. Większościowe ugrupowania polityczne mają gdzieś te 25 melonów. Przy takim zapleczu lobbystycznym nawet tego nie odczują. Natomiast kandydaci z jednomandatowych okręgów wyborczych ( JOW ) bez środków z budżetu państwa będą skazani na promocję i utrzymanie się z własnych środków. Dzięki temu zabiegowi partie większościowe zamiotą pod dywan malutką konkurencję, a w najlepszym wypadku będą stawiać przed odosobnionymi kandydatami warunki. Jaki jest więc sens wpierania Jowów i zabierania pieniędzy naszym bezstronnym kandydatom?
Moim zdaniem jeśli głosujemy za JOWami to i za finansowaniem partii z budżetu. 
Jeśli jesteśmy przeciw jednomandatowym okręgom wyborczym to śmiało możemy szukać oszczędności w finansowaniu ugrupowań z naszych pieniędzy. 

                                                                                                                         Gracjan Zieliński

sobota, 29 czerwca 2013

KTÓRE TEORIE SPISKOWE SĄ PRAWDZIWE?

Ostatnimi czasy popularne stały się teorie spiskowe, które w Internecie wylewają się wszelkimi drzwiami i oknami. Od spisków lokalnych do spisków globalnych. Niektóre są zabawne i śmieszne, wręcz irracjonalne a niektóre wręcz oczywiste. Niektóre wydają się być ciekawostką a niektóre sprawiają, że kłócą się całe społeczeństwa. Jak rzeczowo podchodzić do teorii spiskowych, które z definicji nie podlegają weryfikacji? 
Teorie spiskową może wymyśleć sobie każdy. Na przykład, że ukrywa się przed nami informacje, że księżyc jest pojazdem kosmicznym a Ziemia jest pusta w środku. Są też teorie mocno stąpające po ziemi dotyczące polityki czy gospodarki z którymi trudniej przejść do porządku dziennego. Jak sama nazwa wskazuje, teorie spiskowe są twierdzeniem, że ktoś potajemnie spiskuje na czyjąś niekorzyść, robiąc lub ukrywając coś przed kimś. Chyba każdy słyszał o takich teoriach spiskowych które mówią, że ludzie nigdy tak naprawdę nie wylądowali na Księżycu, a cała wyprawa Apollo byłą jedną wielką mistyfikacją NASA. UFO rozbiło się w Roswell i amerykański rząd trzyma te informacje w ukryciu. Hitler przeżył wojnę i swą starość spędził w Argentynie. Masoneria potajemnie rządzi światem. A zamach na World Trade Center w Nowym Jorku uknuła administracja rządu Georga W. Busha. Teorie te same w sobie stały się częścią popkultury i dotyczą coraz bardziej sfery „intelektualnej” rozrywki niż konkretnego poszukiwania prawdy.
Przez lata takie teorie spiskowe znajdywały się w drugim obiegu, głoszone przez hobbystów, którzy z wypiekami na twarzy w gronie znajomych dzielili się sensacyjnymi wiadomościami, które jakby tylko potwierdziły się oficjalnie, poraziły by światową opinię publiczną. A dla opinii publicznej takie osoby raczej postrzegane są za paranoików i wariatów albo po prostu za ludzi pozbawionych racjonalności, logiki i intelektu. Tymczasem moda na zainteresowanie teoriami spiskowymi przeżywa istnie złoty okres po dwóch stronach Atlantyku. Do tej pory większość psychologów i psychiatrów tłumaczy fenomen wiary w teorie spiskowe słabą strukturą „Ja”, słabym zakorzenieniem jednostki w społeczeństwie, słabą tożsamością indywidualną, która słabo jest powiązana z tożsamością zbiorową oraz skłonnością do przenoszenia własnego wewnętrznego lęku na świat zewnętrzny.
Dr Zenon Waldemar Dudek, znany polski psychiatra i psychoanalityk twierdzi, że podatność na teorie spiskowe związana jest z przeżyciami z dzieciństwa, kiedy dziecko w sytuacji kiedy mu się coś nie udaje wyobraża sobie, że jest jakiś wróg. Dalej możemy się dowiedzieć, że charakterystyczną cechą teorii spiskowych jest to, że są trudne do zweryfikowania. Ich przekaz łączy się w pewną spójną całość i są one trudne do obalenia, ponieważ nie da się ich empirycznie zweryfikować. Działają tym bardziej silnie, kiedy słuchacz jest pozbawiony informacji i dodatkowo jeszcze jest w lęku. Osoby które są w sytuacji zagrożenia i szeroko rozumianej bezradności, mają szczególną podatność do ulegania presji tego typu informacjom.
Kilka miesięcy temu w USA, agencja Public Policy Polling ujawniła badania opinii publicznej, które mówią, że ponad połowa amerykanów wierzy w różne teorie spiskowe. 51% Amerykanów wierzy, że ​​zamach na prezydenta Johna F. Kennedy'ego był wynikiem spisku rządowego. 29% mieszkańców tego kraju wierzy, że rząd ukrywa istnienie kosmitów a 28% uważa, że ​​świat jest rządzony przez tajny rząd. 13% wierzy, że Barack Obama jest Antychrystem a 12,5 mln Amerykanów, stanowiących około 4% populacji twierdzi, że światem potajemnie rządzą Reptylianie, czyli zmiennokształtne humanoidalne gady.
Które teorie spiskowe są prawdziwe? Czy najbardziej irracjonalnie brzmiąca teoria może w przyszłości zostać potwierdzona i okazać się prawdą? Czy do czasu oficjalnego potwierdzenia każdą teorię spisku należy włożyć między bajki? Czy teoria, która brzmi nierealnie musi taką być? Wszystkie teorie, które zdobyły serca i umysły swych zwolenników opierają się na poszlakach, które wydają się bardziej lub mniej przekonujące. Czy podążając za racjonalnością i logiką brak definitywnych dowodów ucina wszystkie spekulacje? Czasem brak ewidentnych dowodów wcale nie jest na korzyść obalenia pewnej tezy. Każdy sąd w mniejszym lub większym stopniu zajmuje się „teoriami spiskowymi”, nierzadko swój werdykt pozostawiając jedynie swej wierze, intuicji i doświadczeniu. Znamy kilka teorii spiskowych, które z czasem okazały się faktem i obecnie w świadomości społecznej jawią się jako oczywistości, pomimo, że w tamtych czasach ludzie je głoszący byli uznawani za paranoików.
Uwierzylibyście, że rząd prowadzi tajne badania nad możliwością sterowania pracą ludzkiego mózgu i kontroli umysłu, tworzeniem fałszywych wspomnień i zamazywaniem pamięci, przeprowadzanych także na dzieciach? Do lat 60-tych była to jedna z klasycznych teorii spiskowych. Później okazało się to prawdą, znaną jako projekt MK-ULTRA oraz podobne BLUEBIRD i ARTICHOKE, prowadzone przez Centralną Agencję Wywiadowczą Stanów Zjednoczonych. Projekt został ujawniony i oprotestowany przez dziennikarzy i komisje śledcze Prezydenta i Kongresu USA. Podobne badania były prowadzone w ZSRR i Wielkiej Brytanii.
Czy uwierzylibyście, że raz w roku potajemnie w bardzo ścisłej konspiracji spotyka się stu najbardziej znaczących i wpływowych ludzi ze świata polityki, biznesu i mediów? Miejsce i cel spotkania, lista nazwisk oraz sam fakt spotkania jest tylko i wyłącznie spekulacją? Były nią przez ponad 30 lat, aż w latach 80-tych, gdy coraz więcej teoretyków spiskowych zaczęło mówić o tych tajnych spotkaniach. Dziś te tajne spotkania nie są aż tak tajne i okazały się prawdą, dziś nikogo tak nie szokującą. Dziś znamy je jako spotkania Grupy Bilderberg, na których też goszczą przedstawiciele z Polski (w tym roku reprezentował nas Jacek Rostowski, wcześniej Janusz Palikot i Aleksander Kwaśniewski).
Na początku lat 90-tych pojawiły się teorie spiskowe, jakoby ludzkości groziło nowe zniewolenie, przed którym nie ma ucieczki. Pieniądze w formie papierowej miałyby przestać istnieć a ludziom pod skórę wszczepiano by małe nadajniki radiowe wielkości ziarnka ryżu, które by zawierały wszystkie informacje o nas, stanowiąc zarazem kartę płatniczą, dokument tożsamości oraz GPS. Ponad 20 lat temu to była historyjka rodem z opowieści Orwella lub innych filmów science fiction. Obecnie chip RFID to właściwie nic wyjątkowego, na zachodzie są stosowane na razie przez indywidualnych konsumentów a swój zakres możliwości mają o wiele większy niż się wydawało. 
Warto przypomnieć najsłynniejszą polską teorie spiskową, którą był mianowicie Katyń. Przez cały okres istnienia Polskiej Republiki Ludowej twierdzenie, że mordu na polskich oficerach  w Katyniu dokonali Rosjanie, było uważane za bezczelne kłamstwo, za które można było mieć poważne problemy. Wszystkie komisje jednoznacznie udowodniły, że za zbrodnią nie stali Rosjanie a prawdopodobnie Niemcy. A propo III Rzeszy, racjonalnie przyjęcie do wiadomości, że w bezduszny sposób morduje się ludzi na skale masową, a z resztek ciał robi się przedmioty różnego typu, to przekraczało racjonalną i logiczną stronę umysłu ludzi zachodu. Informacje o Holocauście i masowej rzezi, bestialskich i makabrycznych badaniach przeprowadzanych na ludziach, na zachodzie przez długi okres były uznawane za plotki i teorie spiskowe. Przecież w głowie się to nie mieściło, żeby było to prawdą! Do ostatniej chwili nie wierzyły w to same ofiary.
Teorie spiskowe są jednak bronią obosieczną. Są też takie, które okazały się nieprawdą a same były specjalnie przygotowywane w sposób spiskowy. Na początku XX wieku, pojawiła się największa dotychczas teoria spiskowa, mówiąca jakoby Żydzi  w sposób konspiracyjny chcą zdobyć władzę nad światem. W drugim obiegu krążyły „Protokoły Mędrców Syjonu” jako dokument opisujący rzekome plany osiągnięcia przez Żydów globalnej dominacji. Z czasem dokument został uznany za fałszywy a cały plan przygotowany był przez rosyjski carat w celach walk politycznych, później wykorzystywany także przez Hitlera. Same protokoły przyczyniły się do uzasadnienia antysemityzmu w Europie na początku XX wieku.
Pan dr Zenon Waldemar Dudek uważa, że uczucie, że jesteśmy sterowani, manipulowani, oszukiwani jest typowym doświadczeniem małego dziecka, człowieka który nie ma związku z własnym ciałem, z własnym umysłem, z własną tożsamością, który nie ma osadzenia w rzeczywistości rodzinnej, który nie ma osadzenia w społeczności społecznej i lokalnej, w tradycji. Psychologowie twierdzą, że za spiskowe myślenie odpowiedzialny jest podstawowy błąd atrybucji, czyli powszechna skłonność do wyjaśniania zachowania obserwowanych osób w kategoriach przyczyn wewnętrznych i stałych przy jednoczesnym niedocenianiu wpływów sytuacyjnych i zewnętrznych. Na przykład, jeśli ktoś potrąci nas na chodniku, to pewnie zrobił to specjalnie i miał coś złego na myśli. Nie uwzględnia się innych czynników powodujących potrącenie (zagapienie, pośpiech itp.).
Jednak rzeczywistość nie jest dwu wymiarowa i wyjaśnić wszystkiego nie da się problemami psychicznymi, chaosem informacyjnym czy po prostu ludzką naiwnością i głupotą. Spisek, sprzysiężenie, zmowa, konspiracja, nielegalna działalność, kombinowanie czy mącenie są naturalnym zjawiskiem w życiu społecznym. Każdy w mniejszy lub większy sposób spiskuje przeciw innym. Ludzie, którzy przypuszczają lub zauważają takie możliwości   a jednocześnie nie mogą tego udowodnić są teoretykami spiskowymi. Każda żona, kiedy podejrzewa męża o zdradę jest teoretykiem spiskowym. Jak życie pokazuje w każdej teorii jest ziarenko prawdy, problem jest we właściwym oddzieleniu ziarna od plew.
Dzisiaj teorie spiskowe są kwestią wiary. Są jej wyznawcy i jej przeciwnicy, jedni i drudzy bardzo emocjonalnie trzymają się swojej strony, nie biorąc pod uwagę faktów, które jak już, to wybierają wybiórczo do potwierdzenia swojej racji. Kto ma racje? Mówią, że racja jest po środku. To nie prawda. Prawda jest zawsze tam gdzie jest, obojętnie kto jakie zajmie stanowisko. Wydaje się, że problem teoretyków spiskowych polega na tym, że tłumaczą oni dany problem w sposób całościowy i dosadny, od razu podając przyczynę, skutek, ujawniając winnych i mechanizmy danego spisku. Tworzą ogólną teorię, która w szczegółach traci swą atrakcyjność. Swoje teorie uznają odrazu za fakty. A udowodnić tego nie mogą, ponieważ nie mają dostępu do odpowiedniej wiedzy i dowodów. Przedstawiając dowody, przestaje to być teorią spiskową.  Natomiast druga strona patrzy tylko na szczegóły i "oficjalne" dane, w szelaki sposób odmawiając holistycznego spojrzenia i próby „połączenia kropek”. Uznając, że ludzie z natury nie spiskują i zawsze wszystko jest jawne.
Teorie spiskowe przypominają towarzyską zabawę w „Mafię”, w której uczestnicy muszą znaleźć

między sobą przestępcę na podstawie wspólnych ustaleń. Wydarzyło się coś złego, ale nie wiadomo kto jest za to odpowiedzialny. Nie wiadomo kto mówi prawdę a kto kłamie, które dowody są prawdziwe a które fałszywe, kto jest z nami a kto przeciw nam. Jak źle zaufamy to przegramy. Dzisiaj wszyscy w Polsce jesteśmy świadkami i zarazem uczestnikami właśnie takiej zabawy odnośnie katastrofy smoleńskiej. Czy winnym była pogoda czy rząd? Tak jak uczestnicy gry jesteśmy skazani na wiarę i swoją intuicję, ponieważ poznanie prawdy jest niemożliwe z różnych, czasem niezrozumiałych przyczyn. Zanim staniemy po czyjejś stronie proponuję wszystkim tą grę, która niejednego uświadomi jak to jest z tymi teoriami spiskowymi. Pozwoli znaleźć dystans i zastanowić się po której stronie paranoi stoimy. 
                                                                                                                  Marcin Szabelski

poniedziałek, 17 czerwca 2013

CZY NIEDZIELE POWINNY BYĆ WOLNE ?

Niedziela - dzień tygodnia, który występuje między sobotą a poniedziałkiem. W naszej kulturze przyjęło się, że niedziele są wolne od pracy. Zwyczaj wolnych niedziel został rozpowszechniony wraz religią chrześcijańską na przełomie I i II wieku naszej ery, głównie na terenie europy. Wolna niedziela jest świętem upamiętniającym zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Jeśli ktoś się mnie zapyta czy niedziele powinny być wolne to powiem, tak, ale…  nie każdy może sobie na to pozwolić. Od każdej reguły są przecież wyjątki i od tej też. Oczywistymi wyjątkami jest praca zawodowa oraz powiązana z nią sytuacja ekonomiczna. Sytuacja ekonomiczna to nic innego jak, szereg czynników ciągłości finansowej, wynikających nieprzerwanie jeden po drugim, bez względu na dzień tygodnia. Zaś praca zawodowa to ciągłość naturalna, wyrażająca się w zawodach takich jak: piekarz, hutnik, kierowca ale i też lekarz, pilot czy rolnik. Takich profesji jest wiele więcej i wszystkie muszą być wykonywane non-stop. Są z nimi związane usługi komunalne zapewniające nam prąd, wodę i gaz a tak że, zdrowie i żywność, oraz umożliwiające nam wypoczynek i rekreację. Krótko mówiąc, żeby jeden odpoczywał drugi musi pracować. I tyle o teorii.
To jest mapa Europy ukazująca na czerwono kraje objęte całkowitym lub częściowym zakazem pracy w niedzielę. Można z niej wyczytać, że kraje Europy zachodniej, z małymi wyjątkami, są objęte tym zakazem. Zatem, w tych krajach działają tylko instytucje handlowo usługowe, pozwalające zachować ciągłość ekonomiczną oraz komunalną. Inaczej ma się sytuacja w krajach oznaczonych kolorem zielonym. Niedziela w tych krajach traktowana jest jako dzień w którym można pracować. Pozwala to na pracę wielkim korporacjom a także małym przedsiębiorcom. Na pierwszy rzut oka kolory dzielą Europę na kraje zamożne i rozwijające się.
Całkiem niedawno, obywatele naszego kraju poruszyli temat wolnych niedziel. W tychże planach jest zakaz dotyczący głównie handlu i to tylko w placówkach wielko powierzchniowych. Mam tu na myśli hipermarkety i galerie handlowe. Dodam, że są to z reguły instytucje odprowadzające część podatków za granicą. Posłowie tłumaczą wprowadzenie zakazu pracy takich instytucji polepszeniem sytuacji małych polskich przedsiębiorstw. Czy się mylą?  Skoro społeczeństwo jest wyraźnie podzielone, coś musi w tym być.  Jedni chcą wprowadzenia obostrzenia w kodeksie pracy, drudzy żeby zostawiś ten stnan tak jak jest.
Sonda Wp.pl
Ekonomiści twierdzą, że zamknięcie w niedziele hipermarketów i galerii handlowych spowoduje nagły wzrost zwolnień i przyczyni się do wzrostu bezrobocia. Gdyż każdy pracodawca objęty „nową ustawą” już szacuje straty, ponieważ w niedzielę prawie połowa Polaków robi zakupy w hipermarkecie lub odwiedza pobliską galerię handlową. I każdy z nas przecież coś kupuje. Niedziela jest w ścisłej czołówce najlepiej dochodowych dni w tygodniu. Tak więc straty na pewno będą odczówalne dla kieszeni przedsiębiorcy. Dodatkowo trzeba się liczyć ze zwolnieniami w strefie pracowniczej. Owszem, ale na jaką skalę? Czy faktyczne będzie to masowa redukcja etatów? Czy gospodarka się zatrzyma? Otóż ustawodawcy musieli to przewidzieć. Przecież w hipermarketach są prace zmianowe i nie ma zmiany niedzielnej. Są tylko zmiany dzienne, popołudniow i nocne.  Czyli po prostu będzie o jeden dzień mniej pracy. Przecież można zrobić zakupy w inny dzień tygodnia. A jak zajdzie nagła potrzeba zrobienia drobnych zakupów w niedzielę to skoczymy jak żabka do osiedlowego sklepiku. Tak więc skąd to nagłe podzielenie społeczeństwa? Moim zdaniem w skład przeciwników „wolnych niedziel” wchodzi lobby pracodawców oraz pracownicy u nich zatrudnieni. Przecież i jedno i drugie ma w tym czysty zysk. Pracodawcy – z ekonomicznych względów, zaś pracownicy – z nieświadomości bodź lęku przed utratą stanowiska pracy. Druga połowa społeczeństwa jest jednak za wolną niedzielą. Ze statystyk wynika że ta połowa nie pracuje w niedzielę. Moim zdaniem każdemu należy się dzień wolnego, nie koniecznie w niedzielę. Ci co pracują w niedzielę mają wolny dzień w tygodniu. Nawet lepiej bo mogą załatwić sprawę urzędową nie biorąc urlopu. Moim skromnym zdaniem zamknięcie wielko powierzchniowych placówk handlowych w niedzielę nie będzie takie tragiczne w skutkach jak prognozują ekonomiści. Jeszcze 20 lat temu wolna niedziela była normą. Trzeba tylko dokonać wyboru pomiędzy sytuacją gospodarczą a dobrem społecznym.
Autor: Gracjan Zielińśki

wtorek, 11 czerwca 2013

POTĘGA WIEDZY A SŁABOŚĆ EDUKACJI ?

Czyli po co chodzimy do szkoły…
„Ucz się ucz, nauka to potęgi klucz”. Rodzice posyłają swoje pociechy do szkoły i każą im się uczyć. Obiecują im, że trud spędzony w szkolnych ławkach, będzie w przyszłości wynagrodzony. Im większy stopień edukacji osiągnie człowiek, tym będzie miał większą szansę na lepszą pracę, nie mówiąc już o walorach intelektualnych. Obecnie widzimy kryzys edukacji, która nie daje ani mądrości ani lepszej pracy. Po co więc nam edukacja?
Wydaje się, że dyskusja nad koniecznością powszechnej edukacji młodzieży, jest tak samo sensowna, jak dyskusja nad tym czy woda jest aby na pewno mokra. W naszej powszechnej świadomości, aż trudno sobie wyobrazić, aby nasze dzieci nie musiały chodzić do szkoły, albo nie miałyby takiej możliwości. Obawa przed ogólnym społecznym zdebileniem, brakiem wychowania i pozbawieniem powszechnych zasad, od razu uzasadnia posyłanie pociech do szkoły. Jednak czy szkoła spełnia funkcje edukacyjne i wychowawcze? A przynajmniej w jakim stopniu?
Wiedza i mądrość z niej wynikająca, zawsze była w najwyższej cenie, będąc najwartościowszym a raczej bezcennym kapitałem danego człowieka. O tej życiowej prawdzie wiedziano od dawna a dokładnie od samego początku, jak tylko człowiek pierwotny zyskał rozum i uświadomił sobie ten fakt. Wiedza jak rozpalić ogień lub skutecznie upolować zwierzę, była czynnikiem decydującą o przetrwaniu fizycznym ale też ustanawiała pozycję w hierarchii danej społeczności. Ci co posiadali daną wiedzę, mieli przewagę nad pozostałymi. Wiedza jest jak pieniądze, a jak wiadomo, każdy chce mieć ich więcej i niekoniecznie chce się z nimi dzielić. Tylko, że w przypadku wiedzy, mało kto uświadamia sobie jej realną potęgę.  
Wiedza, czyli informacje o prawach, zasadach i regułach dotyczących rzeczywistości nas otaczającej, zawsze stanowiła kapitał, którym zawsze dysponowała tylko wąska elitarna grupa uprzywilejowanych. Wynikało i wynika to nadal z dwóch oczywistych powodów. Po pierwsze wynika to z faktu, że ludzie są nierówni pod względem potencjału intelektualnego. Wszelkie badania w różnym czasie i przestrzeni pokazują, że ludzie dzielą się na trzy grupy. Pierwszą grupę tworzą ludzie mądrzy i bardzo mądrzy, którzy dysponują ponadprzeciętną inteligencją. Stanowią oni ok. 10% ogółu społeczeństwa. Drugie 10% wypełniają ludzie z najmniejszym ilorazem inteligencji, którzy są poniżej średniej. Pozostała część, około 80%, to „normalni” ludzie z przeciętnym ilorazem inteligencji, stanowiący normę w społeczeństwie. Z tego faktu wynika morał taki, że „nie rzuca się pereł przed wieprze”. Te przysłowie tłumaczy, dlaczego prawdziwa i istotna wiedza zawsze będzie tylko elitarna a nie egalitarna. Po prostu większość ludzi przez swą niedojrzałość intelektualną nie jest w stanie pojąć pewnych rzeczy. Drugim czynnikiem sprawiającym, że wiedza jest w rękach nielicznych, jest zwykła ludzka zachłanność i rządza władzy. Ludzie, którzy nie dysponują daną wiedzą, byli i są uzależnieni od tych, którzy ją mają. Wiedza stanowi kapitał najwyższej rangi, ważniejszej niż złoto czy jakiekolwiek inne bogactwo. Prawdziwa i pełna wiedza daje pełną i prawdziwą władzę. Mówi jak zdobyć władzę oraz jak ją utrzymać. Te dwa elementy sprawiają, że wiedza nigdy nie była i nie będzie powszechna. Dlaczego wiec dzisiaj jest przekonanie, że wiedzę może posiąść każdy, jak tylko będzie w stanie zdać odpowiednie szczeble edukacji? Kiedyś uczono tylko wybrańców, którzy w przyszłości stawali się klasą uprzywilejowaną, władcami i kapłanami. Dziś uczy się całe masy! Praktycznie wszystkich. Jednak hierarchia społeczna ani drgnie, zawsze wygląda tak samo. Gdzie jest więc ukryty haczyk?  
Kiedyś do szkoły się nie chodziło. I to nie przeszkadzało w poprawnym funkcjonowaniu danego państwa pomimo, że 95% ludzkości było analfabetami wierzącymi w płaską ziemię. Edukacja nigdy nie miała na celu rozwijania świadomości ludzi, krzewienia w nich rozumu i nauki samo-myślenia. Wiedza przekazywana ludziom i dla ludzi zawsze miała wymiar stricte praktyczny. Przekazywana była tylko fragmentarycznie i tylko tym co trzeba - nie za mało, nie za wiele, tylko w sam raz do praktycznego zastosowania. Wiedzę można zdobyć na dwa sposoby. Poprzez własne doświadczenia lub cudze informacje o doświadczeniach. Rola tego pierwszego jest maksymalnie ograniczona a dzięki drugiemu sposobowi, wiemy tylko tyle ile sami przeczytamy, bądź wyniesiemy ze szkoły. To jednak podlega ścisłej oficjalnej i nieoficjalnej weryfikacji na różnych poziomach. Jako iż wiedza jest jak dziko rosnące rośliny, a co za tym idzie jest wszędzie i każdy może ją zdobyć, prowadzi do prawnych jej ograniczeń, licencji i kontroli. Nie trzeba być profesorem aby zauważyć i zrozumieć pewne zjawiska. Jednak trzeba mieć odpowiedni tytuł (czyli pozwolenie) aby móc to wykorzystać na własną i cudzą korzyść. Naukowa elita ustala dostęp do wiedzy, ustala co jest naukowe, a co podlega cenzurze i wyrzuceniu na margines uwagi.
W przeszłości, każdy rzemieślnik swego fachu, nie chciał zdradzać swoich umiejętności, ponieważ stracił by źródło utrzymania, bądź jego pozycja w społeczeństwie by spadła. Wiedza dotycząca sztuki danego  zawodu (rzemieślnik, lekarz, władca, ksiądz) była przekazywana z mistrza na ucznia. Tylko dobry cieśla wiedział jak być dobrym cieślą a lekarz jak być lekarzem. Każdy pilnował swoich sekretów. Wraz z rozwojem społeczeństwa ilość zawodów i ich przedstawicieli zwiększyła się na tyle, aby wiedza nie była przekazywana przez daną konkretnie osobę dla drugiej danej osoby, ale wymuszała bezosobowy system, który by przekazywał tą wiedzę anonimowo, bez ograniczeń czasu i przestrzeni. Jednak ten poziom jakości był już niższy. Ponieważ najlepszymi mogą być tylko pojedyncze osoby, które same do tego dążą i dbają o to aby tak to pozostało.
Masowy rozwój społeczeństwa sprawił, że niezbędne stały się nowe technologie i wynalazki aby móc zaspokoić ogromne potrzeby społeczeństwa – te materialne i niematerialne. Im większe stawało się społeczeństwo tym większe potrzeby, które stawały się coraz bardziej wyrafinowane. Wynalazki wymyślały jednostki nieliczne, wybitne. Pozostałe 90% ludzi jedynie musiało umieć się nimi posługiwać, aby społeczeństwo płynnie mogło funkcjonować. Po rewolucji przemysłowej, niezbędnie konieczną stała się umiejętność pisania i czytania. To sprawiło, że rzeczywistość wymusiła powstanie powszechnej i darmowej edukacji dla całego społeczeństwa. Ludzie musieli opanować umiejętności, które wymagały pewnego wysiłku intelektualnego, wymagającego wiedzy i myślenia w późniejszej pracy. Ale nie tylko. Kiedyś wychowaniem, czyli przekazywaniem odpowiednich norm, wartości i tradycji zajmowała się rodzina. W czasach kiedy społeczeństwo stawało się przemysłowe, tą rolę przejęło Państwo. Musiało ono ukształtować masy ludzkie, aby wytworzyć pewną wspólnotę i tożsamość, łączącą ludzi oddalonych setki kilometrów od siebie. Powszechna edukacja kształtowała na tyle młodego człowieka, aby kiedy  zyska on odpowiednią zdolność fizyczną, psychiczną i intelektualną, stał się odpowiednio skrojonym obywatelem i pracownikiem. Jest to proces socjalizacji, wychowania i kształcenia. Cały czas mówimy tutaj o edukacji, która kształcąc w dany sposób człowieka, spełnia potrzeby Państwa. Osobiste szczęście bądź satysfakcja jest subiektywnym czynnikiem ubocznym, drugorzędnym.
Do powszechnych szkół chodziły dzieci ludzi biednych i niewykształconych, nieposiadających żadnej pozycji społecznej. Dzieci arystokracji, chodziły do elitarnych szkół (i nadal chodzą) i wiedza im tam przekazywana różni się swym poziomem i jakością od wiedzy powszechnej. Edukacja w szkołach publicznych jest na bardzo niskim poziomie w porównaniu do szkół elitarnych z dwóch, tych samych powodów, które wymieniłem wcześniej. Po pierwsze wiedza musi być adekwatna do poziomu zdolności i przyswojenia. Po drugie, dzieciom robotników nie potrzebna była wiedza wychodząca poza ich zakres zawodowy. Co ciekawe w Polsce warstwa inteligencka, która wywodziła się ze szlachty i arystokracji, która była kształcona w elitarny sposób, została ostatecznie wymordowana podczas II Wojny Światowej. Obecne nasze elity inteligenckie i naukowe, w całości wywodzą się z rodzin chłopskich i robotniczych. Inteligentami i naukowcami stali się dzięki masowej i powszechnej edukacji, która była także państwową (wtedy komunistyczną). Może to tłumaczy dlaczego polskie uczelnie są obecnie na ostatnich miejscach w światowym rankingu, podczas gdy Uniwersytet Jagielloński za czasów średniowiecza, zaliczany był do najlepszych na świecie!
Wszelkie placówki edukacyjne (szkoła podstawowa, średnia, studnia wyższe) nigdy nie miały i nie mają na celu uczenia ludzi myślenia i przekazywania im prawdy o świecie. Przekazują im jedynie informacje, którymi będą później operować jej absolwenci. Edukacja jest systemem wtłaczania wiedzy i niezbędnych informacji do poruszania się w życiu codziennym. Edukacja nie uczy jak odnaleźć w sobie twórcę czy wynalazcę. Uczy jedynie jak danymi tworzywami i wynalazkami się posługiwać (odnosi się to do każdej dziedziny naukowej na każdym szczeblu).
Dlatego chyba każdy z nas nie raz zauważył, że dyplom nie idzie w parze z inteligencją i wiedzą. Dany człowiek zdobywając stopień profesora zwyczajnego, wcale nie musi być wybitnie mądrym człowiekiem. Po prostu charakteryzuje się wybitną zdolnością do wchłaniania czyichś mądrości i umiejętnym operowaniu tymi zastałymi informacjami. Wybitnie powtarza to co kiedyś ktoś wybitny zrobił bądź powiedział. Każdy otwarty system edukacji dla ludzi z reszty 90% społeczeństwa skazany jest na porażkę. Im większa tolerancja naboru tym drastyczniej obniża się jakość i ranga danej edukacji. Nic dziwnego, że w dzisiejszych czasach tytuł magistra jest niewiele wart? A coraz bardziej zaczyna dotyczyć to prestiżu doktoratu.
Jak więc możemy dziś rozwiązać kryzys w edukacji powszechnej? Obecne uczelnie stają się zwykłymi komercyjnymi fabrykami do produkcji bezrobotnych. Matura nic nie znaczy. Pomimo, że wskaźnik osób z wyższy wykształceniem w Polsce jest jak nigdy dotąd, to na każdym kroku widzimy brak pokrycia dla danego dyplomu. Ten problem nie tylko dotyczy Polski. Problem wynika z przestarzałych fundamentów systemu edukacji w naszym kręgu cywilizacji zachodniej. Dzisiejszy model edukacji nie zmienił się nic od momentu swojego powstania, czyli od ponad 200 lat. Dzisiejsze społeczeństwo jest o wiele bardziej rozwinięte i skomplikowane. Dla zwykłych ludzi, wyedukowanych dzięki powszechnej edukacji, powoli trudne staje się funkcjonowanie w dzisiejszym świecie. Wyrafinowana rzeczywistość wymaga od nas kreatywnego podejścia, samo myślenia oraz kolektywnej współpracy indywidualności. Czyżby to było przyczyną tego, że coraz częściej występuje zjawisko ADHD? Dzieci z nowych pokoleń nie są wstanie zauważyć atrakcyjności i przydatności wiedzy podawanej w starodawny sposób. To tak jak dziś większość ludzi przeżywa katusze czytając niepojętym językiem dzieła Mickiewicza czy Sienkiewicza. Tak jak dziś już coraz trudniej ogląda się stare filmy z lat 50-tych. O wiele przyjemniej obejrzeć remake z ostatnich kilku lat.
Nasuwa się więc oczywista oczywistość zmiany systemu. Nasuwa się pytanie dlaczego nie pojawia się rozwiązanie w postaci aktualizacji sytemu edukacji do bieżących zapotrzebować społecznych? Moim zdaniem, problem braku dobrych rozwiązań nie wynika z braku dobrych pomysłów. Wynika raczej z dwóch uniwersalnych czynników o których wspominałem wcześniej w tekście. Czasami dolewając kroplę można przelać dzbanek. Cui bono? Po co? Na czyją korzyść? komu to miałoby przynieść pożytek? Kto by z tego korzystał lub stracił? Ale to już temat na kolejny długi artykuł.
Autor: Marcin Szabelski

Obserwatorzy