Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą społeczeństwo. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2013

CZY JESTEŚMY ROBIENI W BALONA?


Czyli 10 sposobów na manipulowanie społeczeństwem…

Filozofowie i osoby zainteresowane władzą, od początków ludzkości, głowili się jakie zasady i reguły rządzą społeczeństwem. Jak skutecznie manipulować masami? Swoje przemyślenia miał Platon i Arystoteles jak i rzesze następnych po nich filozofów. Sposoby manipulacji ewoluowały wraz z samym społeczeństwem, stając się coraz bardziej wyrafinowanymi i niezauważalnymi. Jakie są dziś najskuteczniejsze metody zbiorowej manipulacji?
Noam Chomsky, amerykański lingwista i filozof, będący jednym z najbardziej liczących się autorytetów w USA, skompletował 10 punktową strategię manipulacji medialnych, która służy za skuteczną metodę manipulowania społeczeństwem przez establishment polityczny i korporacje biznesowe. Chomsky uważa, że media stanowią główne narzędzie tych manipulacji. Warto zapoznać się z listą i zastanowić się, czy również jesteśmy zbiorowo poddawani strategii Chomskiego.

1. ODWRÓĆ UWAGĘ
Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”).
2. STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE
Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.
3. STOPNIUJ ZMIANY
Akceptacja aż do nieakceptowanego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980 i 1990: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku – zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.
4. ODWLEKAJ ZMIANY
Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako „bolesnej konieczności” i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że „wszystko będzie dobrze” i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.
5. MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA
Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. Dlaczego? „Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat” (zob. Silent Weapons for Quiet War).
6. SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI
Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.
7. UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI
Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. „Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała (zob. Silent Weapons for Quiet War).
8. UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM
Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to „cool” być głupim, wulgarnym i niewykształconym.
9. ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY
Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!
10. POZNAJ LUDZI LEPIEJ NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE
Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej „system” osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą.

Na podstawie: Noam Chomsky – „Silent Weapons for Quiet War”
Autor: Noam Chomsky
Źródło oryginalne: Découvrez l’Alchimiste en Vous
Tłumaczenie i źródło polskie: Autonom

Poniżej zapraszam do obejrzenia filmiku na YouTube, który pokazuje zabawny ale dosadny schemat w jaki są przedstawiane newsy w programach informacyjnych. Niezależnie od tematyki, schemat newsów jest wszędzie taki sam...



Autor: Adam Krakowiak

wtorek, 14 maja 2013

STANY ZJEDNOCZONE EUROPY?

Co pewien czas w mediach pojawiają się głosy, że Unia Europejska zmierza lub powinna zmierzać do utworzenia jednego państwa federacyjnego, podobnego do Stanów Zjednoczonych Ameryki. Jest bardzo dużo osób, którym się podoba idea jednej wielkiej wspólnoty. Jednak niektórzy ostrzegają przed wizją globalnego molochu i utracie niepodległości. Czy tak naprawdę, jest się czego bać?


Gdy John Lennon śpiewał w przeboju  „Imagine” o tym, aby nie było żadnych państw, Religi i oby wszyscy ludzie żyli w pokoju, nie spodziewał się chyba, że jego marzenie może być takie bliskie realizacji. Dla zwolenników zjednoczonej unii, powstanie jednego wspólnego państwa, byłoby właśnie spełnieniem takiego marzenia o jakim śpiewał Lennon. Druga strona raczej jest zwolennikiem twórczości Huxleya lub Orwella, przytaczająca fragmenty powieści „1984” lub „Nowy Wspaniały Świat”. Czy można racjonalnie bez skrajności podejść do tego tematu bez ulegania spiskom i paranojom? Czy aż tak wszystko jest względne, że dla jednych byłoby to postępem i możliwym rajem a dla innych upadkiem i największym więzieniem ludzkości? Jakoś Amerykanie żyją w stanach, które są takimi zjednoczonymi państewkami. Jak im się udało to dlaczego my mamy nie brać z nich przykładu?
„Już za kilka lat Europa stanie się federacją” - poinformował ostatnio Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej. Jak twierdzi Barosso to,  co dziś brzmi jak polityczne science-fiction, wkrótce stanie się rzeczywistością dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Janusz Palikot, który wraz z Aleksandrem Kwaśniewskim, Ryszardem Kaliszem i Markiem Siwcem, tworzy nową inicjatywę polityczną o nazwie Europa Plus, jest chyba największym zagorzałym zwolennikiem zjednoczonej Europy. Ostatnio zapewnił, że członkowie nowej formacji chcą Unii jako federacji i nie boją się tej wizji.  Ruch ten stanowczo będzie dążył do stworzenia jednego, federalnego państwa europejskiego. Ma to być rozwiązanie na kryzys gospodarczy ale także rozwiąże to problem nacjonalizmu i ksenofobii. Angela Merkel również jest orędowniczką federacji europejskiej.  Niemcy chcą zmienić Europę w jedno wielkie państwo. Planują stworzyć nową konstytucję, a kompetencje rządów i parlamentów przekazać Brukseli.

Zastanówmy się, co by się stało gdyby Unia Europejska stała się Stanami Zjednoczonymi Europy, nie biorąc pod uwagę złych intencji polityków. Jedna administracja i jedna gospodarka wydają się być pomysłem dość racjonalnym. Europa stałaby się światowym mocarstwem, Polacy pozbyliby się kompleksów narodowych. Jak to mówią: „w kupie siła”, „współpraca popłaca”, „łączyć, nie dzielić”! Chyba nie trudno sobie wyobrazić korzyści z tego tytułu wynikających. Poziom jakości życia europejczyków, mógłby być taki sam, jak za czasów najlepszej świetności USA. Więc w czym problem?
Wyobraźmy sobie, że budzimy się pewnego słonecznego dnia, wychodzimy przed swój wielki dom, uśmiechamy się do sąsiadów. Jesteśmy szczęśliwi. Stopa naszego życia materialnego jest bardzo zadawalająca, ponieważ nasze państwo jest potęgą gospodarczą i militarną. Jesteśmy dumnymi obywatelami, możemy realizować siebie. Jesteśmy wielokulturową społecznością, nikt nie zwraca uwagi na kolor naszej skóry, pochodzenie, orientację seksualną, płeć. Z dumą możemy  wywieszać flagę przed naszą posesją w święto państwowe. Zupełnie tak jak na amerykańskich filmach z czasów kaset VHS.
Aby ten europejski sen mógłby się ziścić, muszą zostać spełnione określone warunki. Jeśli chcemy stać się mistrzami, bierzmy przykład od mistrzów. W naszym przypadku będą to Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Pierwszym i najważniejszym warunkiem jest oczywiście formalne powołanie jednego państwa europejskiego. Z tym chyba nie ma najmniejszego problemu. Po prostu „kilka” podpisów. Sama administracyjna budowla jeszcze o niczym nie świadczy i nic nie daje. W państwie najważniejszym elementem są jego mieszkańcy, czyli obywatele. Aby USE naprawdę powstało, musimy „My” stać się prawdziwymi obywatelami Zjednoczonych Stanów Europy. I to nie tak połowicznie, trochę na niby, ale naprawdę. Z przekonania. Bierzmy przykład z Ameryki. Pomimo tego, że Amerykę budowali rodowici Anglicy, Francuzi czy Polacy, to jednak oni jak i ich dzieci żyjąc w nowych warunkach, uważali się za Amerykanów.
Pierwszym etapem będzie więc zapomnienie swojej narodowości. Trudne to będzie w naszym przypadku, ponieważ nie wyjeżdżamy do nowej ziemi i nie tworzymy czegoś dosłownie od nowa, ale raczej zmieniamy to co jest. Jak wiadomo człowieka nie można wyczyścić jak komputer i wgrać w niego nowe dane. Mówimy raczej o zamianie poziomu ważności lub pierwszorzędności w samo określeniu swojego poczucia narodowego. W jakimś stopniu musimy wyrzec się i całkowicie zapomnieć o swoich narodowościowych korzeniach. Bez tego warunku nowe społeczeństwo nie powstanie.  
Zmienić tożsamość narodową to tak samo jakbyśmy chcieli zmienić własną osobowość. To bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Nie możemy być trochę polakami a trochę europejczykami, ponieważ to doprowadziłoby nas do schizofrenii. Nasza tożsamość nie może być sprzeczna i niespójna. Niektórzy oddaliby swoje życie chroniąc symbole narodowe lub religijne. Jedynie dzięki takim prawdziwym postawom patriotycznym, państwo może przetrwać. Im w większym stopniu wymażemy stare wartości i zastąpimy je nowymi, tym silniejsze i bardziej realniejsze będzie nasze nowe państwo. Państwa żyją nie dzięki nakazowi administracyjnemu ale dzięki ideom podzielanym przez obywateli.
Jeśli już wymażemy z umysłów swą narodowość, możemy dopiero nabyć nową. Jednym z czynników tworzących i łączących społeczność jest kultura. Musi ona być zrozumiała i uniwersalna dla wszystkich. Dostarczać podobnych przeżyć i emocji. W naszym przypadku jest to najłatwiejsze, ponieważ obecna kultura masowa jest już na odpowiednim poziomie. Kultura taka musi odnosić się do nowych wartości – promować ponadnarodowy styl życia, myślenia, nie nawiązująca do starych lokalnych reguł. Amerykanie swoją kulturę stworzyli na bazie europejskich korzeni, wybierając najlepsze uniwersalne elementy, które można zastosować w nowych warunkach.

Problem jest z religią. Możliwe, że to największa przeszkoda. Wspólna wiara jest jednym z najsilniejszych czynników łączących ludzi. Trudno mieszka się przecież muzułmaninowi i katolikowi pod jednym dachem. USA nie miały tego typu problemów, ponieważ były budowane przez chrześcijan! Dopiero z biegiem lat stali się multikulturowi i wielowyznaniowi. Religia może doprowadzić do rozłamów i konfliktów. W naszym przypadku najlepiej jakby zlikwidowano poszczególne religie albo wybrano jedną wspólną. Stworzenie nowej Religi monoteistycznej jest raczej nie realne. Ustanowienie jednej Religi z już istniejących też nie ma szans powodzenia. Pozostaje do wyboru dość bezpieczny „New Age” bądź ateizm. Na pewno niezbędną rzeczą jest osłabienie do minimum wpływu obecnych instytucji religijnych. 
Następnym ważnym czynnikiem jest język. Wspólnota to język. Wszyscy amerykanie posługują się wspólnym językiem, pomimo swoich odmiennych korzeni językowych. Prawdziwe społeczeństwo nie może posługiwać się jednocześnie prawie trzydziestoma różnymi językami. Przynajmniej musi być jeden dobrze znany język oficjalny. Język Angielski jest chyba najbardziej oczywistym.
Po spełnieniu tych warunków może powstać jedno, nowe, wspólne państwo. Bez ich wypełnienia, to będzie raczej twór na kartce papieru niż realny byt społeczno-polityczny. Amerykanie aby stworzyć USA spełnili wszystkie warunki, stworzenia nowego własnego społeczeństwa. To samo dotyczyło wszystkich innych narodów powstałych w przeszłości.
Państwo polskie tak jak pozostałe państwa powstały w oparciu o istniejące narody, które ukształtowały się dzięki naturalnym procesom społecznym. Wszystkie powyższe elementy tworzące społeczeństwo, ukształtowały się przez setki lat wspólnego życia. Powstanie naszej federacji europejskiej będzie można porównać do powstania Stanów Zjednoczonych, kiedy będzie powstawała na tych samych zasadach. Stany Zjednoczone tworzyli obywatele, emigranci z Europy chcący rozpocząć nowe życie na nowej ziemi. W przypadku kiedy nasza federacja europejska będzie tworzona odgórnie w gabinetach politycznych, możemy spodziewać się raczej analogii powstania Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich.
ZSRR był to jedyny sztucznie stworzony twór, w którym to obywatel był dopasowywany do państwa. Wszystkie elementy musiały być wykonane i wywołane sztucznie, aby efekt był natychmiastowy i pożądany. ZSRR był jednym wielkim laboratorium, eksperymentem socjotechnicznym, chcącym stworzyć nowe państwo, nowego człowieka i nowy świat.  Błąd komunistów polegał na chęci radykalnej zmiany społeczeństwa w „jeden dzień”, podczas gdy zmiany w ludzkiej świadomości zmieniają się pokoleniami. Socjotechnika i terror miały zastąpić naturalny proces ewolucyjny, traktując całe społeczeństwa jak szczury w laboratoriach. Skutki znamy chyba wszyscy.
Dlatego warto się przyglądać obecnej polityce polskiej i zagranicznej. Warto przypomnieć sobie również historię. Abyśmy nie stali się sztucznie zmodyfikowanymi ludźmi. Abyśmy sami się zmieniali a nie byli zmieniani. Miejmy na uwadze to, że gdy ktoś mówi o powstaniu nowego państwa lub innej nowej społeczności, wiąże się to z upadkiem starej. W nowym społeczeństwie, żyją nowi ludzie. Nie ma miejsca dla starych. Jeśli ktoś nie będzie chciał się „odnowić”, to nie będzie pasował do odnowionej rzeczywistości, tak jak stara meblościanka do nowo wymalowanego pokoju. Stanie się brudem na nieskazitelnie czystej płaszczyźnie. A jak wiemy, każdy brud trzeba usunąć.

Adam Krakowiak

poniedziałek, 13 maja 2013

JAKA JEST RÓŻNICA MIĘDZY POLITYKIEM A QU*WĄ?

Czyli kto tu kogo bardziej…
                                            
Gdyby Kazimierz „Kult” Staszewski miałby odpowiedzieć na pytanie zawarte w naszym temacie, mógłby zapewne zaśpiewać fragment utworu, w którym stwierdziłby, że „Każdy polityk to prostytutka”, co już zresztą, samo w sobie nie potrzebuje komentarza. Jednak podobieństwa, bądź co bądź, między tymi dwoma najstarszymi profesjami świata, są bardzo wymowne. Seks i władza od zarania były źródłem zarówno największych ludzkich tragedii jak i przyjemności.  W dzisiejszych czasach, gdy granice zacierają się coraz bardziej, seks i władza wpływają na nas tak samo. W ogóle, dla kogo takie porównanie jest bardziej obraźliwe?

Któż tak naprawdę dziś interesuje się polityką? Chociaż powinienem raczej zapytać, kto „normalny” na poważnie interesuje się tym, co większość polaków określiłaby dość nieparlamentarnymi słowami. Na pewno znalazłoby się kilka epitetów, które mogłyby adekwatnie odzwierciedlić postrzeganie swoich reprezentantów przez naród. Polityka wydaje się być interesująca chyba tylko dla polityków, politologów i innej maści intelygentów, w taki sam sposób jak szachy dla szachistów. Polityka wydaje się być „brudna”, podejrzana, niezrozumiała, nudna, bezduszna, cyniczna i wato wspomnieć, że przede wszystkim nieuczciwa. Banałem staje się dyskusja nad moralnością i jakością polityki i polityków. Jeszcze większym banałem będzie stwierdzenie, że tak było od zawsze lub dowodząc, że w innych krajach politycy w cale nie cieszą się większym szacunkiem, niż nasi w Polsce. No może poza Koreą Północną.
Jednak mimo wszystko władza jest jedną z najsilniejszych ludzkich namiętności, także polityka przyciąga ludzi jak suka psa. Według badań społecznych, zawód polityk w Polsce nie jest synonimem prestiżu i szacunku. Działacz partii politycznej, Poseł na Sejm,  Radny gminny, Minister oraz Starosta, cieszą się najmniejszym prestiżem w Polsce. Ciekawe  jak wysoko uplasowałyby się panie oferujące płatny sex, gdyby OBOP umożliwiłby zaznaczeniu tegoż „zawodu”.
Polityka i prostytucja są bliskimi siostrami i to w dodatku bliźniaczkami syjamskimi. Jak żadne inne profesje, mają najgorszy czarny PR, który nabyły w chwili „narodzenia”. Niekochane, obrzydliwe, diabelskie bękarty, wyłoniły się z najbardziej naturalnych i najistotniejszych potrzeb jakie dotykają rodzaj ludzki. Seks i władza. Mimo moralnej hipokryzji społeczeństwa, ludzie są skazani na korzystanie z tych „usług”, albo z prastarych przyczyn fizjologicznych albo z koniecznych uwarunkowań społecznych. W obydwu przypadkach dla potencjalnych odbiorców, oznacza to niemały koszt, nie tylko finansowy.
Chyba najpodobniejszym elementem, który łączy oba te „dwa światy”, to wybór swoich potencjalnych usługodawców. Niemal identyczny czynnik kieruje tego typu procesami. Wybór danego polityka lub prostytutki, dokonuje się na podstawie argumentów „poza merytorycznych” (coraz większa tendencja w Polityce). Podczas jednego i drugiego wyboru, najbardziej bierze się pod uwagę wygląd, prezencję i atrakcyjność. Chociaż w przypadku pań od „płatnej miłości”, taka metoda wydaje się być raczej uzasadniona.
Charakterystyczną cechą wspólną, którą można zauważyć, to zadziwiający fakt, że pomimo bardzo niskiego prestiżu i szacunku społecznego, jakim cieszą się reprezentanci obydwu tych grup, liczba osób zasilająca oba obozy wcale nie maleje. Możliwe, że jest to spowodowane dość wysokimi zarobkami, w porównaniu z dochodami reszty narodu.  Chociaż nie można być aż tak tendencyjnym i nie zauważyć, że w obu przypadkach najbardziej pozytywnym efektem i zarazem najważniejszą przyczyną dla której „powstała” polityka i prostytucja, jest dążenie, aby ludzie osiągnęli stan radości i przyjemności. Nawet ten najbardziej złudny i krótkotrwały.
Analogii jest dość sporo, ale jest jedna, która może być najbardziej wymowna. Polityka i prostytucja wzbudza w ludziach skrajne, przeciwstawne oceny i emocje, oczekując jednocześnie natychmiastowego spełnienia swoich potrzeb. Ludzie prezentują postawę roszczeniową i przedmiotową. Porównując politykę do domu publicznego, a polityków do ku*ew, można być zbyt sugestywnym i doprowadzić do „samospełniającego się proroctwa”.  Politycy gotowi są się nimi jeszcze stać! Jednak chyba nie chcielibyśmy aby nasi reprezentanci mieli podejście do nas, takie jakie mają niektóre prostytutki do swych klientów. W przypadku kiedy taka pani, nie czująca swego „powołania”, może mieć bezduszne i przedmiotowe podejście, będąc w przekonaniu, że tak naprawdę to ta druga strona jest *****. W przypadku odwrócenia ról w relacjach z politykami, nieprzyjemne skutki byłyby bardziej dla nas nieprzyjemne.
Czy większość uświadamia sobie czym tak naprawdę jest polityka? Często traktowana i porównywana do programów rozrywkowych, sportów ekstremalnych, reality show, kabaretów. Chociaż możemy mieć takie wrażenie i bez trudu byśmy wskazali, coraz to większą tendencję do komercjalizacji świata polityki. Proces makdonaldyzacji (stopniowe, upowszechniania się zasad działania, znanych z barów szybkiej obsługi), tabloizacja, globalizacja, przemożny wpływ polityki międzynarodowej, to wszystko sprawia, że coraz bardziej zaczynamy postrzegać i być przekonanymi, że „polityk” to tylko zawód (może trochę kontrowersyjny chociaż bardzo dochodowy). Ciekawe co by się stało, kiedy takie same przekonanie zaczęliby podzielać sami politycy. Traktując Sejm jak miejsce działalności prywatnej firmy, sprawiając, że  społeczeństwo zamiast być suwerenem, będzie raczej ofiarą sutenera. Co by było kolejnym elementem wzajemnie przeplatającym władzę i seks.
Polityka to sposób budowania naszego życia codziennego. Często mając wrażenie, że to obcy i wrogi obszar, nie zdajemy sobie sprawy jak dosłownie w każdym aspekcie naszej egzystencji ma ona swój przemożny wpływ. Przysłowie mówi, że koszula bliższa jest ciału. Jednak ludzie nie widzą, że polityka to taka metaforyczna „skóra”. Można jej nie lubić ani się nie interesować nią. Można nie chodzić na wybory i nie wiedzieć, kto jest prezydentem w kraju. Jednak trzeba pamiętać, że polityka zajmuje się nami codziennie i politycy myślą o nas cały czas. Inną kwestią jest już to, jakie są skutki tej aktywności.
Polityka to coś więcej niż zawód. To nie jest  tylko parlament, urzędy, ustawy, prawa i wszystko to co kojarzy się z tym na ogół. Czasem ludzie nie są świadomi, że oni także są politykami i to nie tylko w formie metafory. Jesteśmy politykami uprawiającymi politykę w każdych naszych codziennych czynnościach, w każdych decyzjach, uczynkach i wyborach. Często nie zauważamy wpływu, jak nasze anonimowe, skromne życie powoduje „efekt motyla”. Politycy w sejmie to tylko mała tego cząstka, która jest naszym odbiciem.
Od polityki nie uciekniemy nigdy i nigdzie. Może warto spojrzeć na nią w trochę inny, szerszy sposób. Może to coś więcej niż to co widzimy albo myślimy. Na koniec dla największych ignorantów, przytoczę żartobliwą historyjkę, która pasuje na morał tego artykułu.
Podczas II Wojny Światowej pociągiem do Berlina przyjeżdża starszy ortodoksyjny Żyd z pejsami, mający na sobie charakterystyczne odzienie. Zaczepia go pewien życzliwy współpasażer:    
- Panie, ale to chyba nie najlepszy pomysł, aby przyjeżdżać w takich okolicznościach do Niemiec – pyta niezwykle zdziwiony ostentacyjną postawą. Na to Żyd odpowiada:
 - Panie, do rodziny jadę. Ja to polityką się nie interesuję.

Adam Krakowiak

Obserwatorzy